Jezu... Mam miekkie nogi. I wcale nie dzieki zabawie glowica usg.;-)
Siedzialam w salonie, dlubalam sobie, Karol polazl do konca przedpokoju, gdzie u podnoza schodow stoi jego rowerek i tam sobie krecil pedalami - slyszalam jak sie tlucze. Przycichlo, wiec zawolalam dziada raz i drugi, ale nie przychodzil i nie slyszalam zeby sie przemieszczal, wiec poszlam do niego, przekonana ze dobral sie do stojacych w kuchni (wejscie do kuchni jest naprzeciw schodow) kocich misek. Tyle ze malego w kuchni nie stwierdzilam. Zawolalam jeszcze raz, cos stuknelo na gorze, ale jak kot skacze z lozka lub parapetu to tez sie tlucze. Cos mnie tknelo - ja na gore po schodach, a maly zapieprza przedpokojem na pietrze i az kwiczy z radosci przez barierke. ON WYLAZL NA GORE!! Po pierwsze to musial niezle koncowkami przebierac bo czasu wiele nie mial, a przeszedl 14 schodow i dlugosc domu, po drugie... ja go wolalam - jakie szczescie ze nie przyszlo mu do glowy posluchac i zawrocic. U nas na pietro idzue sie tak, ze 2 stopnie, platforma, skret w prawo i 10 stopni, znow platforma ze skretem w prawo i 2 stopnie. Platformy kwadratowe - tyle bezpieczniej, ale... Rany boskie, on sobie mogl kark skrecic!