witajcie - dopiero się melduję, ale ciężki ranek mam za sobą
Miałam dziś badanie na tolerancje glukozy i wszystko byłoby OK, drink nawet nie najgorszy (zimny i lekko kwaskowy), ale pół godziny po wypiciu zrobiło mi się słabo. Dobrze, ze mój mężuś był ze mną i przyniósł mi kubek zimnej wody, bo czarno to widziałam, niestety dosłownie.
Dumna jestem z Niego, bo on kochany facet. Wiecie silny, męski, ale jak przekracza próg szpitala.... to nogi jak z waty, bladziutki jakiś się robi.
Umówiliśmy się, że jak mnie zawiezie do szpitala na to badanie, to ja tam zostanę, a on pójdzie sobie połazić - do sklepu motoryzacyjnego itd.
Na szczęście został ze mną, bo inaczej byłoby kiepsko.