kłaczek
Fanka BB :)
Zgubilam sie... Pisalas, ze za drugim razem to bylo puste jajo. Kiedy poronilam ciaze bezzarodkowa, pomogla swiadomosc ze nie bylo dziecka. Pierwsze poronienie bardzo mnie przybilo i trudno mi sie bylo pozbierac - wiedzialam ze umarlo nam dziecko. Za drugim razem, kiedy na scanie (plamilam i zrobili scan) zobaczylam pusta przestrzen, zabolalo. Szlag trafil nasza nadzieje, radosc, jakies marzenie, plany... Wkrotce potem zdalam sobie sprawe, ze przeciez nie bylo tam dziecka, tylko uluda - rozwijalo sie puste lozysko, popieprzylo sie cos w bialkach, zakpila z nas przyroda, ale nie dotknela nas smierc. Bylo mi latwiej sie z tym pogodzic w tej wersji. Zaczelam po prostu robic co trzeba zeby sie TEGO z siebie pozbyc. Bo to nie bylo dziecko, to bylo TO COS - garsc tkanek, ktorym sie popieprzyl przekaz informacji na poziomie chromosomalnym.
Okazało się, że szyjka jest zamknięta tylko sporo polipów mam i to one mogą podkrwawiać. Tętno dzidzi jest. Dr powiedział, że powinnam się położyć na obserwację, ale zdecydowałam z mężem, że skoro kosztuje mnie to więcej nerwów niż sam ból który odczuwam, to zostanę w domu i będę leżeć plackiem... Będę brała oczywiście leki. Jeśli coś będzie nadal nie tak, to jutro się położę do szpitala... Dzisiaj zagrożenia żadnego nie ma a ból może być wywołany stresem - mega stresem. Dlatego meliska z nospą i odjazd przy dobrej książce i muzyce...;-)
Poza tym od poprzedniej jesieni nie możemy się doprosić właściciela budynku, gdzie znajduje się nasz gabinet o naprawę dachu, czego skutkiem jest piękna penicylina na suficie i na tylnych ściankach mebli, które kosztowały majątek. No i dzisiaj chciałam zakończyć miesiąc do księgowej, a tu drukarka, jedyna jaką mamy zaczęła drukować puste kartki...
Generalnie masakrencja...
