Hej dziewczyny, ja tylko na chwilke

, dalej jestem w dwupaku, malego ciagle monitoruja, mnie rowniez... rozmawialam z lekarzem wczoraj, wiec zwiekszyl mi fenoterol i powidzial ze jak sie nic nie pogorszy do 35 tygodnia to wtedy mi go odstawi i bedziemy czekac az Marc wyjdzie z ukrycia.
To co sie przytrafilo Emy wstrzasnelo mna ogromnie

(, do dzisiaj o tym mysle, mam jakies dziwne przeczucia, bo moje dziecie urodzic sie moze wczesniej, a ona urodzila w 38 tygodniu i taka tragedia, ja nie rozumiem tego swiata, nie ma na nim sprawiedliwosci... u mnie bylo tak, ze lekarze po stracie mi mowili, ze wszystko bedzie dobrze, ze slabe osobniki odpadaja... a ja jak to odpadaja????? przeciez to dzieci, malenkie bo malenkie ale dzieci, nasze dzieci, czesc nas... nigdy sie z tym nie pogodze... o stracie nie mowilismy, wie tylko moja tesciowa, jedna z siostr mojego R i jedna z moich przyjaciolek i co slyszalam, ze bo, minie i wszystko bedzie dobrze, moj R tez tak mowil, ale on pamieta, to w nim jest, obwinial sie o to, nie wiem czemu... zaszlam w ciaze slyszalam, ze bedzie dobrze i w sumie szczesliwie sie skonczylo po wielu perypetiach, koeljna ciaza i koeljne problemy, ale tamta strata i tmaten bol zawsze we mnie beda, bo pokochalam tamto dzieciatko, to byla czesc mnie i mojego ukochanego i dla mnie zawsze bedzie w sercu... teraz ta tragedia Emy, przezywam strasznie i strach we mnie urosl...
Dziekuje Wam dziewczyny za wszystkie slowa otuchy, jestescie wielkie!!!! Za wszystkie trzymam kciuki