cocos ja doskonale wiem co czułaś ... i czujesz, nie chcę całkowicie przytaczać mojej historii z racji tego że mam pod serduchem zdrowiutką kruszynę a emocje do dziś są silne ... ale jest bardzo podobna
powiem tylko krótko maleństwo straciłam w 17tc na karcie wypisowej mam 14tc i brak akcji serca w dniu zabiegu, też musiałam podjąć tą decyzję i żadnym balsamem dla duszy nie jest to że dziecko i tak by nie przeżyło i że w efekcie umarło przed zabiegiem, do dziś nie wiem co było przyczyną tych wszystkich wad ... i w sumie chyba nawet nie chcę już wiedzieć ... od lekarzy słyszę pech ... więc sie z tym pogodziłam
strach ... i silna chęć walki o mały cud ... ja miałam przed tą ciążą poronienie i jedyne na co mogłam popatrzeć to usg moich bliźniaków i kartę ze szpitala z pierwszej ciąży i całą teczkę z badaniami synka z drugiej ciąży ... ty masz Julkę - zdrowy dowód na to że może być ok
mam dwie siostry które w czasie naszej tragedii przeżywały nie tylko ból łącząc sie z nami ale tez przeogromny strach o swoje przyszłe potomstwo
fizycznie po stracie ostatniej ciąży miałam ogromne komplikacje z endomentrium które nie chiało się zregenerować, po jednej z miesiączek jakaś resztka została we mnie i beta zaczeła mi rosnąć, miałam objawy ciążowe - poprostu koszmar ... to trwało 3 miesiące ciągle groziło mi najgorsze że nie bedę już więcej miała dzieciaczka, groźba raka wycinania itp eh szkoda gadać
moja psycha to już całkiem maskara i gdyby nie to forum pewnie była bym na jakiś antydepresantach
kolejnej ciąży pragnełam i bałam sie najbardziej na świecie ... mojej siostrze udało się również przezwyciężyc strach, zafasolkowała za 1 razem, my z M staraliśmy przez kilka cykli ... bezskutecznie, w końcu okazało się że też jestem w ciąży z tym że urodzę 8 tyg po mojej siostrze
powiem ci jedno czasem sie boje i bałam i bać bedę, ale jednoczesnie tak spokojna jak teraz nigdy nie byłam .... nie wiem jak to powiedzieć ale "wylewa sie ze mnie spokój strumieniami" i chyba wszyscy wokół chodzą jak na szpilkach
bałam się że będę panikować i ciągle rozmyślać o tym co może być, żeby ewentualnie przygotować się psychicznie na trzecią porażkę a jest wprost odwrotnie ... nawet jak mi czasem jakaś zła myśl przechodziła czy przechodzi przez głowę zdaża mi sie pomyśleć tfu "wypluj to" od razu zaczynam mysleć o czyms zupełnie innym nie dajac szans na rozwiniecie w głowie tematu.
Jest jeszcze jedna sprawa która mi bardzo pomogła do badania pappa chodziłam normalnie do pracy, wiedziałam że samotne siedzenie w domu i bicie sie z myślami to najgorsze co moge zrobić. Współpracownicy i szef wiedzieli że jestem w ciąży, w rodzinie info starałam sie ograniczyc do jak najmniejszego grona, jak już zdażało mi sie wejść na neta to moje szperanie po sieci ograniczało sie tylko do podglądania każdego tygodnia co tam u maleństwa słychać w jakim jest etapie rozwoju i nawet sporadycznego zaglądania tutaj na to forum. Starałam się jak naj mniej mysleć o ciąży, starałam sie nie palnować nie dlatego że sie nie cieszyłam, ale powiedzmy sobie szczeże hromony i ta cała karuzela tu sobie myślami pływasz rozmarzona w obłokach i ustawiasz meble w pokoiku dla dziecka a tu jebs błyskawica i z jednej skrajności popada sie druga skrajność nie do tego nie dopuszcałam po prostu cierpliwie czekałam i modliłam się o zdrowie dla nas. Jak któś próbował wypytać o to czy o tamto szczerze odpowiadałam "jeszczę sie nad tym nie zastanawiałam mamy przecież tyle czasu",
wiedziałam tylko tyle jedyne jak moge maleństwu pomóc to zapewnić to spokój
za tydzień w czwartek jade do Genomu na kolejne badania, staram sie nie mysleć że coś może wyjść nie tak np z jakimś narządem, ale była bym głupia nie bojąc sie wogóle - to moja kruszynka przecież moje dziecko - głównie jednak jestem szcześliwa że zobaczę maleństwo na ekranie monitora, zobacze już wyraźna buźkę i może nawet uda mi sie poznać płeć kruszyny na tym sie skupiam i mam nadzieje że nic nie zakłóci mojej radości.
Wiem że jest to okropnie wielki ciężar nie sposób tego zrozumieć kobiecie która tego nie doświadczyła, ale uwierz mi słowa "będzie dobrze" które pewnie teraz nieraz usłyszysz kiedyś i dla ciebie znajdą sens, kiedyś również w nie uwierzysz czego ci z całego serducha życzę
Teraz jak widzisz po moim suwaku jestem w połowie 19 tc, moja siorka rozpoczyna jutro 27tc dzieciaczki rosna zdrowo jesteśmy szcześliwie nasza najmłodsza siorka kibicuje nam obydwu w przyszłym roku również planuje dziecko
dla twojego aniołeczka zapalam
[*] a ciebie przytulam najmocniej jak potrafie, zostan z nami naprawdę to pomaga, to że można sobie poklikać tu nastroje zmieniaja sie jak w kalejdoskopie czytajac jeden post płaczemy ze szcześcia, trzy posty niżej płaczemy z nową aniołkową mamą, suaczki, porody dodają nam wszystkim wiary i nadzieji