• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Ciąża Po Poronieniu

Katherinne dla Twojego aniołka (*). Z tym plamieniem to nie pomogę, bo ja po zabiegu krwawiłam lekko przez tydzień, później w terminie @ miałam 5-dniowe plamienie, taki niby okres, a potem po kolejnych 20 dniach dostałam prawdziwego MEGA okresu. Może jednak już nie będziesz plamić.

Agnieszkaaala mnie przed potwierdzeniem ostatniej ciąży tez bolało podbrzusze i miałam duże problemy z cerą - nie mogłam sobie normalnie poradzić z pryszczami, chyba przez hormony.

katka dawno nie pisałaś, jak praca/

tekla a co u Ciebie?
 
reklama
katrherinne dwa tygodnie po zabiegu jak byłam u gina, to mi powiedział, że coś zostało, może to być płyn albo jakieś niewielkie resztki, w dniu wizyty akurat miałam owulację i mi powiedział, żeby zaczekać do okresu, że powinno się samo oczyścić. No i że mamy się zabezpieczać, bo jak zajdę to przez to, że coś zostało to ciąża na pewno się straci. I się oczyściło w trakcie okresu, był bardzo obfity, przez trzy dni ciurkiem krew ze mnie leciała. Gin powiedział, że jest ok i po okresie dał zielone światło. Plamiłam tydzień po zabiegu przez tydzień, czyli skończyłam plamić przed wizytą i nie miałam żadnych plamień aż do okresu.
Za to w trakcie zbliżenia z m. tydzień po okresie, zaczęłam krwawić. Poszłam znów do gina, ale sprawdził jeszcze raz i powiedział, że wszystko jest w porządku, tylko hormony się za szybko wydzieliły, a że to się zbiegło z owulacją to czasem tak się zdarza, że wierzchnia warstwa która się złuszczy wypada przez "stukanie" podczas sexu. Na dzień dzisiejszy zastanawiam się czy pomimo krwawienia pojawią się dwie kreski za tydzień, czy nie.:)
 
Ostatnia edycja:
Neta81 od kilku dni mam załamanie... co dzień ryczę. Zbliża się termin porodu i myślę o tym, że jakby to wszystko się nie wydarzyło za jakieś 2-3 tygodnie tuliłabym swoich chłopców. Dziś byłabym w 34w3d. A co u Ciebie kochana? Jak Ty się czujesz?
agnieszkaala @ jeszcze nie przyszła... tak więc &&& trzymam kciuki. Miałas testować 21.01? Dobrze pamietam?
Katka hop, hop?
malgonia, mogę sobie tylko wyobrazić jak Tobie ciężko. Daj znać jak się czujesz i czy jesteście już po badaniach,
enya81 - dobrze pamiętam? Wizytę masz we wtorek 15.01? Czekam na wieści i &&& trzymam kciuki
Asta będzie dobrze, dacie radę. Czasami kobiety myślą, że to nieodpowiedni moment, ze nie dadzą sobie rady! Ale zawsze okazuje się, że jest to najlepsze co mogło się przydarzyć, po porodzie kobiety nawet nie dopuszczają do siebie myśli, ze mogły w ogóle pomyśleć o tym, że to nie odpowiedzi moment na dziecko.
pandora jak Twoje bóle podbrzusza? uspokoiły się?
mysiak! Gratuluje wizyty i jajeczek.
plenitude a jak ty się czujesz kochana?

Dziewczyny, ja ostatnio mam mega doły i ciągle płaczę... Im więcej czasu mija tym coraz bardziej mi ciężko - a wszyscy mówią, że czas leczy rany... dziś w końcu zebrałam się do opisania mojej historii na blogu. Długo się do tego zbierałam, ale pomyślałam, że jak wszystko przeleję na "e-papier" to się trochę lżej zrobi... ale tylko rozgrzebałam wspomnienia.
 
Tekla kochana dobrze zrobiłaś - płacz oczyszcza i przynajmniej u mnie - powoduje ulgę...Ja uważam że takie opisanie swoich przeżyć ma działanie terapeutyczne. Jeszcze długo będziesz wspominać z żalem w sercu i z płaczem to co sie stało. Czas trochę "leczy rany" ale zawsze takie przeżycia pozostają w pamięci. Dlatego pisz, pisz, przenoś swoje przeżycia na papier tym bardziej że otrzymasz pełne zrozumienie od osób które przeżyły to co Ty.
Ja sama nie umiem trzymać i ściskać w sobie swoich wszystkich bóli i lęków. Dlatego nigdy nie rozumiałam i nie zrozumiem mojego męża, który właśnie taki jest. Znam już Go tyle czasu i wiem że to pozory,że On po prostu boli się okazać swoja słabość ale czasami kiedy potrzebuję od niego maksymalnego wsparcia a on ma to gdzieś - boli mnie strasznie.
Dzisiaj rozmawiałam z nim na Skypie i pytam się czy myśli w ogóle o wtorkowej wizycie (tak - mam wizytę 15.01 ) bo ja to chyba przekręcę się ze stresu (On sam tematu nie zaczyna) a on do mnie "nie czepiaj się". Niby chce tego dziecka, niby się cieszy ale temat niewygodny więc po co o nim rozmawiać. I jak zwykle jestem z tym sama. Czasami ręce mi opadają ale kocham Go bo oprócz tej jednej "wady" ma swoje zalety.
No ale Wy rozumiecie :-) Moje bliskie koleżanki, ktore bardzo chcą żeby mi sie udało - w to nie wątpię nie rozumieją moich lęków. Żadna nie przeszła tego co ja (jedna miała obumarłą ciążę i łyżeczkowanie ale po roku zaszła w ciążę i urodziła synka). I tak naprawdę tylko tutaj moge się w pełni "wygadać" i znaleźć radę i zrozumienie....;-)
 
tekla23 przeczytałam Twoją historię na blogu i naprawde łzy same ciekły :-(:-(:-(:-(:-(:-( dziewczyno bądź dzielna - bo cóż mogę wiecej napisać :-(:-(:-(:-(:-(
Dla Twoich aniołków
[*]
[*]


Tym które mnie jeszcze pamiętają i tym co nie przesyłam moc buziaków !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
dużo wiary i siły !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
 
tekla u mnie czas podleczył rany,nadal dużo myślę o małych,o tym jakby z nimi było...miałyby 7 miesięcy teraz...Wiem jedno ,że z biegiem miesięcy brakuje już łez,mimo,że serce nadal jest złamane...
Przyjdzie taki dzień,w którym staniesz na nogi,a teraz jeśli masz taka potrzebe to płacz,wyrzuć wszystko z siebie.Ja po miesiącu od tragedii zdecydowałam się dopiero na psychologa,mi bardzo pomógł,przez pierwsze wizyty tylko wyłam i odpowiadałam półsłówkami,ale później było już lepiej...
Tule Cię mocno!!!
 
Agnieszkaala, Twoje powitanie zwróciło mi uwagę na pewne konwenanse językowe. Zazwyczaj widamy nowych stwierdzając, że miło nam, że dołączyli, miło nam ich powitać. Tutaj faktycznie taka standardowa formułka nie pasuje i w zasadzie to niemiło powitać nowych - bo niemiło, że komuś się coś przykrego wydarzyło.

Chyba faktycznie będę się zabezpieczać do czasu pierwszego okresu, choć przyznam Wam szczerze, że to dosyć okropne. Od lat się nie zabezpieczam. Unikając ciąży zdawałam się na własne ciało, w które w tej chwili nie jestem się w stanie wsłuchać, zachowuje się kompletnie obco i źle mi z tym - ta metoda "antykoncepcji" zatem odpada. Dodam, że nie wsłuchiwałam się przesadnie, nie latałam z termometrem co rano, pilnowałam innych objawów i kalendarza (mam wszystko bardzo regularnie i mój cykl jest wyjątkowo odporny na stresy, choroby, wyjazdy itp.), wychodząc z założenia, że jakby mi się zdarzyło błędnie ocenić sytuację, no cóż.. tylko byśmy się z tego ucieszyli ;) Dlatego myśl o zabezpieczaniu się wydaje mi się wyjątkowo niewygodna, to tez będzie takie obce i dziwne, tym bardziej, że jesteśmy zdecydowani na dziecko... No ale cóż, teraz w obserwacjach mogę się mocno pomylić.

Wiecie co? Ja chyba jestem dziwna. Minęły dwa tygodnie raptem, a ja jestem w zaskakująco dobrym stanie. Nie zaprzeczam, są gorsze momenty. Źle się czuję w towarzystwie, które zaczyna opowiadać o swoich dzieciach, ich problemach wychowawczych, itp. Nie jestem jeszcze w stanie wrócić do pracy, coś we mnie cały czas piszczy, że nieNieNIENIEnieeee (moja praca polega głównie na skupianiu się na cudzych dzieciach i dyskusjach na temat dzieci z ich rodzicami, pewnie dlatego), więc siedzę na urlopie, ale poza tym jest naprawdę dużo lepiej, niż myślałam. Już nie płaczę, nie rozpamiętuję, nie zastanawiam się, dlaczego, tylko głównie zastanawiam się nad przyszłością. Dużo się śmieję, dużo robię, chcę wychodzić do ludzi - i tu się pojawia trochę ściana, bo ludzie się mnie boją. I chyba oczekują, że będę płakać, siedzieć w domu, i jeszcze raz płakać. Ewentualnie wpadać w histerię albo w niepohamowaną złość. Nie pasuje im, że ja się uśmiecham. I chyba nie ufają. Pewnie boją się, że teraz się uśmiecham, a za chwilę jednak wpadnę w histerię lub furię. I nie będą wiedzieli, co zrobić. A poza tym chyba nie przystoi być wesołym i zadowolonym z życia, jak się dopiero co straciło dziecko. Bo co to za matka. Bez uczuć normalnie.
 
Tekla kochana.... płacz ile musisz i ile potrzebujesz. Mam nadzieję, że masz obok ramię, na którym możesz się wypłakać i wesprzeć. U mnie jest raczej ok, poza momentami, gdy mam myśli w stylu " byłabym już w takim a takim tygodniu ciąży" i pewnie ciężką datą będzie data planowanego porodu ale to jeszcze daleko przede mną.

Katherinne każdy inaczej przechodzi żałobę a ludzie faktycznie nie wiedza jak reagować, miałam okazję zaobserwować to w ciągu tych paru dni na które wróciłam do pracy. Teraz mam jeszcze znów zwolnienie i cieszę się z tego.

Za parę dni powinnam zacząć staranka a mój mąż chory... nawet nie śpi ze mną tylko na dole w salonie, nie chcę się zarazić. No ale jak się nie wykuruje to będę wkurzona, że cykl na straty... ale ma jeszcze kilka dni, może się podleczy. Ale chory mąż jest gorszy od chorego dziecka, normalnie mój synuś jak choruje to nie jest taki uciążliwy :)
 
Witam!
Dziękuję Wam bardzo za ciepłe słowa i wsparcie.
Test na dziś nadal wskazuje delikatną drugą kreskę, ale podejrzewam, że to dlatego, że beta niska, ma prawo, bo dziś dopiero jest termin @. Pojawił się ból brzucha co mnie uspokaja i dodatkowo stresuje (tak na zmianę). Pamiętam z pierwszej ciąży, że ból był i był podobny do tego okresowego, ale boje się, że jednak @ nadejdzie.

Ogólnie plan mam taki: jutro rano na betę i z wynikami skaczę do psychiatry, żeby omówić sprawę leku. Sama decydować nie będę, bo wiedzę mam minimalną, więc zdam się na jej doświadczenie, uspokajając się tym co napisane jest na stronie, którą podesłała Kobietka22. W środę powtórka z bety i myk do ginekologa.

Wiecie to nie jest tak, że ja się nie czuję gotowa, czy że myślę, że nie damy rady. Osobiście uważam, że to jest dobry moment, że już najwyższy czas, że nie ma potrzeby zwlekać dłużej. Wczoraj po prostu rozmowa z siostra trafiła na gorszy moment, później dwie łzy mi nawet umknęły, bo uświadomiłam sobie, że całkiem niedawno przez to przechodziłam, że chwila tej radości jest przecież wynikiem odejścia naszego Aniołka i skołowałam się emocjonalnie.
Nigdy nie przypuszczałam, że taka głupia myśl mnie dopadnie, poczułam się, jakbym ciesząc się z tej ciąży raniła naszego Aniołka, jakbym cieszyła się jednocześnie z jego odejścia. Potem jednak uświadomiłam sobie, że nie chciałam się pozbyć Aniołka, nie chciałam mu celowo zaszkodzić, starałam się zrobić wszystko by był z nami, ale się nie udało. Czemu, więc miałoby być przykro naszemu Aniołkowi, że cieszymy się na myśl o jego rodzeństwie? I zrobiło mi się lżej na sercu.

Tekla pisanie naprawdę pomaga - czasem trzeba zrobić krok w tył, żeby móc ruszyć do przodu. Za jakiś czas odczujesz, że ta decyzja przyniesie Ci ulgę. Spotkała Cię ogromna tragedia, nie jestem nawet w stanie wyobrazić sobie, jak wielki ból nosisz w sercu. Łzy są, jak najbardziej zrozumiałe w tym miejscu.
 
reklama
Neta, faszeruj meza miodem, cytryna, czosnkiem, cebula i sokiem z malin, moze mu szybciej przejdzie. A najlepiej wymieszaj wszystkie skladniki naraz i zagroz, ze bedziesz go karmic takim paskudztwem, poki nie wyzdrowieje - zobaczysz, ozdrowienie bedzie natychmiastowe ;)

Moge zadac niedyskretne pytanie, od jakiego lekarza masz zwolnienie? Mi nie chca dac a nie umiem sie prosic, zawsze mnie stresuje takie 'ulitujcie sie nade mna' wiec w zasadzie to zostaje urlop bezplatny. Ale co poradzic, jak rzeczywiscie co jak co ale do pracy nie czuje sie gotowa i sni mi sie noc w noc pod postacia koszmarow :(
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry