Witajcie kochane,
trochę milczałam, bo musiałam przemyśleć, a raczej przełknąć wszystkie ostatnie wydarzenia, ale i tak nie czuję się lepiej - wręcz odwrotnie...
Czytałam Was na bieżąco, ale miałam jakąś blokadę aby pisać w obliczu tego, że nasze staranka zostały odłożone w czasie do "nie wiadomo kiedy". Patrzę troszeczkę z zazdrością na Wasze mknące suwaczki i nie mogę uwierzyć, że czas tak szybko ucieka!! Trzymam za Was wszystkie kciuki, ostatni czas jest dosyć dobrym czasem dla forum, wiele zafasolkowanych tutaj jest, co mnie ogromnie cieszy. I bardzo mnie to podtrzymuje na duchu, że być może kiedyś na mnie przyjedzie kolej.
Chciałabym Wam się trochę wyżalić, jeśli zechcecie to przeczytać - bo tylko po części dotyczy to starań o dziecko... Odkąd straciłam pracę czuję, że utknęłam w martwym punkcie. Niby byłam przygotowana na to, że mogę zostać zwolniona, ale teraz po tych dwóch tygodniach ciągłych mimowolnych rozmyślań czuję się okropnie rozżalona. Nie powinni tak ze mną postąpić, ale fakt, że mąż tam pracuje nie pozwala mi zrobić z tym cokolwiek. Przez to chyba czuję się jeszcze gorzej. Siedzenie w domu okropnie mnie dobija. Po poronieniu za wszelką cenę chciałam być w domu, dojść do siebie a teraz oddałabym wszystko aby ktoś mnie zatrudnił. Niby robię wszystko, co powinnam - sprzątam, gotuję, piorę, a i tak czuję się ... bezużyteczna. Zaczynam też wpadać w panikę, bo nie mamy żadnych oszczędności a wypłata męża nie wystarcza w 100% na wszystkie opłaty i zobowiązania. Mąż w tej sytuacji nie chce w ogóle słyszeć o starankach i rozumiem go, choć mnie to boli...
Mam nadzieję, że nie uraziłam żadnej z Was, wiem, że są kobiety, które nie chcą pracować i absolutnie to rozumiem a także, że wiele z Was także nie ma pracy, ale musiałam się komuś wyżalić, nikt z rodziny i znajomych nie rozumie tej sytuacji, uważają, że na dzieci jesteśmy jeszcze młodzi więc to żadna katastrofa a jeśli chodzi o pracę, to nie znają naszej sytuacji finansowej (chyba nikt nie chciałby się przyznać przed rodzicami, że się ma jakieś kredyty, raty, oni tego nie rozumieją) więc sądzą, że mogę spokojnie szukać dobrej pracy.
Dziewczyny, napiszcie coś, co myślicie o tym, bo dostaję świra sama ze swoimi myślami...