Tak, ze wszystkich trzech mam niezły ubaw dzisiaj cały dzien, ale przez chwile nie bylo mi w ogóle do śmiechu a potem ciśnienie mi schodzilo długo.
Pokrótce opowiem. Najpierw wyniknela dzika afera z sąsiadem, który nas omal nie pozabijal w idiotyczny sposób puszczając petardy, mógł też zniszczyć samochód albo psu zrobić krzywdę. Oczywiscie potem chciał lac mojego męża i twierdził, ze ma wszystko w dupie a jak coś się stanie to możemy go di sadu pozywac.
Potem mój pies próbował wskoczyć na kabape w głupi sposób i zlecial jakoś niefortunnie, przeturlal się, uderzył w ścianę, zaczął się trząść i wyć tak, jak nigdy nie wył i nie był w stanie sie podnieść. No w tym momencie to myślałam, ze umrę. Nie wiedziałam, czy się połamał, co złamał, czy lape, czy kręgosłup, czy bark, czy moze wybil sobie lape, czy jechać natychmiast do veta czy poczekać i obserwować, no mnostwo czarnych myśli. Tysiąc razy zle skakał, spadał, turlal się itp. Zawsze wstaje natychmiast, otrzepuje się i pędzi dalej. A teraz taka akcja. Ale wygląda na to, ze się tylko lekko poobijal, nic wielkiego, po godzinie doszedł do siebie. Di tej pory jak o tym pomyśle to trochę ulgę czuje.
Ale najlepszy numer nad ranem. Wstałam na siusiu. Patrze, a cały przedpokój i lazienka w krwi. Naprawdę sporo tego. Przerazilam się okrutnie. Pierwsze co mi przyszło do głowy to to, ze może przed pójściem spac to ja tak nakapalam, ze moze łożysko się nie daj Boże odkleja czy coś. Ale ja cala. Wiec druga myśl, ze psu jednak coś groźnego od tego wypadku się stało, jakiegoś krwotoku dostal. Ale pies śpi. Wiec został maz... Pozapalalam wszystkie światła, odkryłam męża i go oglądam z przerażeniem id góry do dołu, próbując ustalić, co się stało. On się obudził, przestraszył się, ze moze coś mi się stało, ze go z łóżka wyciągam tak raptownie, po chwili zobaczył krew i się okropnie zestresowal. A ja po chwili zaczęłam się pokładać ze śmiechu. Co się okazało?
Niewiele wczesniej on wstał na siusiu. Sen mam ostatnio czujny, to się wybudzilam. Poszedł. Czymś klapnal, pomyślałam, ze pewnie deskę w polsnie upuścił niezbyt zgrabnie (bo on w nocy wycieczki na siusiu jak robi to zawsze na autopilocie, potem nawet nie pamięta,ze był), wrócił, położył się i spal dalej. Ale on wcale nie deska narobil hałasu, tylko otwierając drzwi zawadzil o nie stopa i rozkwasil sobie w ten sposób paznokieć na jednym palcu. I nie zauważył!!!! Wrócił do łóżka jakby nigdy nic i spal dalej

Dopiero jak go obudziłam i pokazałam, co mu się stało, zaczęło bolec

A ze to ukrwione miejsce, to i naplamil. Wymylismy mu ta stopę, nalepilam plaster, wyszorowal podłogę, ale ja juz spac nie mogłam, bo jednak adrenalinka zdążyła mi mocno skoczyć i musiała spaść...
Także nic wielkiego się nie stało, koniec końców jest śmiesznie, ale serce pod gardło mi jednak podeszlo
