Witam wszystkich nieśmiało... Mogę do was dołączyć? Mam na imię Ola, 24 lata..Mam 15miesięczną córeczkę. Jestem dwa dni po zabiegu łyżeczkowania, 3 stycznia poszłam do lekarza na wizytę (10 t.c.) i na USG okazało się, że dzieciątku nie bije serce

Według usg dziecko było wielkości takiej jak powinno być, a więc mogło się to stać nawet przed wizytą. Do zabiegu jakoś się trzymałam psychicznie- wczoraj był. Ale w momencie jak znieczulenie przestawało działać i ja się wybudzałam ogarnęła mnie taka pustka i żal, że nie mogłam przestać płakać. I tak jest też dzisiaj, niespodziewane napady płaczu, wydaje mi się, że wszystko jest ok a nagle nadchodzi moment i zwalają się na mnie wszystkie emocje
Mam 15 miesięczną córeczkę, dzięki niej jakoś się trzymam w ryzach, wiem że muszę wstać z łóżka, zacząć normalnie funkcjonować, ale byłam pewna, że jestem silna psychiczna, że to wszystko mnie nie ruszy,jednak przeliczyłam się.
W pierwszej ciąży nie miałam żadnych problemów, okaz zdrowia, cały czas w ruchu. Po porodzie (nieplanowane cc) miałam problemy- zakażenie rany, gronkowiec itd. musiałam leżeć na chirurgii 2 tygodnie. Byłam wtedy bez dziecka. Też był to dla mnie ciężki okres, nie mogłam jej karmić itd. ale rodzina stanęła na wysokości zadania. Mąż musiał jechać w delegację i też nie dało się nic załatwić.
Ale teraz cały czas zadaje sobie pytanie: dlaczego? i jak to się stało?
W 6 t.c. przeszłam 2dniową grypę żołądkową. Może to się przyczyniło... W 9 t.c. przez 3 dni trochę przemarzłam.. A może mam jeszcze bakterie w brzuchu? Po zakażeniu też pozostały mi blizny i rany, ale lekarz powiedział, że tego by nie łączył z tym co się stało...
Jestem bardzo ciekawa wyniku badań histopatologicznych, ale lekarz też pow.mi że z nich nie zawsze dowiadujemy się co było przyczyną obumarcia płodu. Nie chciałam mieć wykonywanych badań genetycznych płodu, bo oboje z mężem nie chcemy wiedzieć jaka była płeć dzieciątka- wydaje nam się, że tak będzie łatwiej...
Rodzina traktuje mnie teraz bardzo hmmm..'delikatnie', mąż uważa, że powinnam zamknąć za sobą ten rozdział, mówi, że wszystko będzie dobrze itd... Nie mogę zrozumieć, jak może tak szybko pozbierać się po tym...
Są tu chyba dziewczyny po poronieniu? Co wam wyszło z takich badań? Udało się wam zajść w ciążę szybko? Jak znosiłyście strach w pierwszych miesiącach ciąży?
Z tego co czytałam na internecie, lekarze po pierwszym poronieniu nie zajmują się jakoś szczególniej pacjentką, nie zlecają szczegółowych badań- w razie kolejnej ciąży od początku będę miała leki podtrzymujące? Czy nie jest to specjalne wskazanie? Na całe szczęście w tym wszystkim trafiłam na świetnego gin. zajął się mnie bardzo fajnie.
Toxo,hiv itd..cały ten kompleks badań- wszystko mam ok- ujemne. Morfologia, mocz- w normie. Krzepliwość krwi (antyfosfo...) również ok.
Mam wrażenie, że latwiej będzie mi się pozbierać tutaj z Wami, które przeżyły to samo co ja...