Tego nas nie uczyli, ale ja bardzo dużo pracuję z dziećmi, bo po prostu mnie lubią, mam jakiś dar do tego. Z resztą teraz widzę, że wiedza z książki to jedno a codzienność często jest bardzo trudna. U nas to wyglądało tak, że od samego poczatku Olek miał gryzak z gumową szczoteczką, w 6 mcu życia wyrznęły mu się pierwsze zęby i od razu zaczęliśmy je myć. Początki były różne , czasami myliśmy na siłę, ale taki mieliśmy rytuał wieczorny- kapiel, zęby, spanie. I w sumie go tego nauczyliśmy. Teraz sam dopomina się o szczoteczkę. Co prawda to mycie jest tak ekspresowe, że mózg mi się lasuje, tak się spieszę

Z własnej praktyki mogę polecić taką metodę, że on myje Tobie a Ty jemu. U nas to ładnie się sprawdzało przez jakiś czas. No i nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o paście do zębów

Żadna tam dla dzieci o smaku coli czy nie wiadomo co. Pastę u dzieci od wyrznięcia się pierwszego zęba mlecznego stosujemy taką jak dla dorosłych. Oczywiście nie jakąś aquafresh czy colgate bo biednemu dziecku buzię wypali. Ja polecam elmex junior, chyba jest na opakowaniu napisane 7-12. Liczy się ilość pasty. Ma jej być tyle, że ledwo ją widać, jak chleb posmarowany masłem tak, żeby zakryć dziurki. No i szczoteczki są lepsze te dla dzieci 2-3 letnich bo są troszkę większe. Takim małym pipściochem to ciężko trafić na jakiegoś zęba, zwłaszcza jak dziecko macha głową.