Misia Nawet nie wiem co napisać, bo takie sytuacje są dla mnie obce - jedynie znane ze słyszenia. Wierzę, że zrobisz to co będzie właściwe. Bo z tego co widzę to masz dwa wyjścia: 1. postarać się mu pomóc za wszelką cenę, 2. wystawić go za drzwi. I żadna z tych dróg nie będzie łatwa. Co do incydentów - to niestety wszystkim mogą się zdarzyć, więc akurat tu nie dramatyzowałabym zbyt mocno (mi też się zdarzyło, że dzieci spadały z łóżka, bo np. karmiąc mi się przysnęło). A jeśli Cię to pocieszy - to mój mąż tak bardziej zaczął się interesować/bawić z dziećmi jak już trochę więcej podrosły - bo wcześniej też nie bardzo wiedział co z nimi robić. Jeszcze przy córce się bardziej przykładał. W przypadku synka - już w ciąży nie jeździł ze mną na USG, a potem cała rehabilitacja i jeżdżenie po lekarzach spadło na mnie. Na jego szczęście zawsze pytał o wyniki badań. Dopiero od niedawna zaczyna łapać z nim lepszy kontakt. Ale mimo wszystko zawsze mogłam na niego liczyć, jeśli zdarzały się trudne sytuacje (np. gorączka, która nie chciała spadać i trzeba było całą noc dziecka pilnować). Mam nadzieję, że jakoś to wszystko sobie poukładasz.
może dam jej rano, żeby w razie "w" w dzień to przetrawić a nie noc zarywać....
no wiecie co....od jabłka ???
a już jakieś 3 tygodnie jej rozszerzam dietę....
W każdym razie, uważam, że na ten twardy szkoda miejsca 

