MisiaMonisia sama się ciągle śmieję z siebie
To cudowne uczucie, jak zobaczyłam minus 5 kg... 
A co do życia, to moi rodzice zawsze bardzo dużo pracowali, nigdy nie było ich w domu. Wychowywały nas babcie, ciocie a później już nikt. Nie cierpiałam tych dni, kiedy siedziałam sama w domu. Zamiast spędzać jakoś czas to oglądałam bajki i wiecznie chodziłam głodna. Brat jest 5 lat młodszy i on zawsze miał opiekę. Mama dostosowywała swoje dni pod niego, ale jednak najczęściej dostosowywała mnie. Musiałam przygotowywać posiłki, pilnować lekcji itd. Teraz wiem, że to było za wiele, jak na małe ramionka jeszcze nawet nie nastoletniej dziewczynki. Wtedy czułam tylko wieczną frustrację i niezadowolenie z siebie. Wiem, że rodzice ciężko pracowali, żebym mogła pojechać na kolonie czy żeby kupić mi porządne ubrania, ale wtedy potrzebowałam ich a nie przedmiotów. Teraz mam własne dziecko i czuję wyrzuty sumienia, kiedy prowadzę Olka do żłobka. Żal mi tego czasu, którego nie spędzimy razem. Jest mi ciężko z brzuchem, ciężko latać za małym urwisem i jeszcze ogarniać taki wielki dom, ale staję na głowie, żeby to wszystko pogodzić i żeby Oluś nigdy nie pomyślał, że jest dla mnie coś ważniejszego, niż on.
Co do rzeczy, na które sama zapracowałam. Wiele dali mi moi rodzice, bardzo dużo dostaliśmy od teściów. Niestety przy tym wszystkim ludzie patrzą, jak by moje wykształcenie i bycie dobrym w swoim fachu było rzeczą mi podarowaną. Nikt nie patrzy, że sama na to wszystko zapracowałam. Wyprowadziłam się z domu 500 km dalej i musiałam radzić sobie sama. Bez znajomości, w obcym mieście, bez szans, że rodzice wyciągną mnie z największych kłopotów. Do pracy byłam rozchwytywana, planowałam zrobić doktorat. Wszystko się zmieniło, kiedy wróciliśmy z mężem w rodzinne strony. Poronienie, później ciąża, przyszedł na świat Oluś, teraz kolejna ciąża. Jestem wysoce wykształconą kurą domową, niedocenianą przez rozmówców
Jagodzianki jedne już zrobiłam. Teraz właśnie wyciągnęłam wersję nr 2 z piekarnika. Robimy konkurs, które lepsze
Jak werdykt zapadnie, to wrzucę przepis 
Katherinne trzymam kciuki &&&& Żebyście w dwupaku wytrwali jeszcze 9 miesięcy
Witch myślę, że nawet coś lepszego, niż trudne sprawy
A co do życia, to moi rodzice zawsze bardzo dużo pracowali, nigdy nie było ich w domu. Wychowywały nas babcie, ciocie a później już nikt. Nie cierpiałam tych dni, kiedy siedziałam sama w domu. Zamiast spędzać jakoś czas to oglądałam bajki i wiecznie chodziłam głodna. Brat jest 5 lat młodszy i on zawsze miał opiekę. Mama dostosowywała swoje dni pod niego, ale jednak najczęściej dostosowywała mnie. Musiałam przygotowywać posiłki, pilnować lekcji itd. Teraz wiem, że to było za wiele, jak na małe ramionka jeszcze nawet nie nastoletniej dziewczynki. Wtedy czułam tylko wieczną frustrację i niezadowolenie z siebie. Wiem, że rodzice ciężko pracowali, żebym mogła pojechać na kolonie czy żeby kupić mi porządne ubrania, ale wtedy potrzebowałam ich a nie przedmiotów. Teraz mam własne dziecko i czuję wyrzuty sumienia, kiedy prowadzę Olka do żłobka. Żal mi tego czasu, którego nie spędzimy razem. Jest mi ciężko z brzuchem, ciężko latać za małym urwisem i jeszcze ogarniać taki wielki dom, ale staję na głowie, żeby to wszystko pogodzić i żeby Oluś nigdy nie pomyślał, że jest dla mnie coś ważniejszego, niż on.
Co do rzeczy, na które sama zapracowałam. Wiele dali mi moi rodzice, bardzo dużo dostaliśmy od teściów. Niestety przy tym wszystkim ludzie patrzą, jak by moje wykształcenie i bycie dobrym w swoim fachu było rzeczą mi podarowaną. Nikt nie patrzy, że sama na to wszystko zapracowałam. Wyprowadziłam się z domu 500 km dalej i musiałam radzić sobie sama. Bez znajomości, w obcym mieście, bez szans, że rodzice wyciągną mnie z największych kłopotów. Do pracy byłam rozchwytywana, planowałam zrobić doktorat. Wszystko się zmieniło, kiedy wróciliśmy z mężem w rodzinne strony. Poronienie, później ciąża, przyszedł na świat Oluś, teraz kolejna ciąża. Jestem wysoce wykształconą kurą domową, niedocenianą przez rozmówców
Jagodzianki jedne już zrobiłam. Teraz właśnie wyciągnęłam wersję nr 2 z piekarnika. Robimy konkurs, które lepsze
Katherinne trzymam kciuki &&&& Żebyście w dwupaku wytrwali jeszcze 9 miesięcy
Witch myślę, że nawet coś lepszego, niż trudne sprawy
tylko ja chyba nawet nie zazdrościłam nikomu. Dopóki byłam na wsi, to nie miało większego znaczenia, bo całymi dniami lataliśmy po parkach, jeziorach starych oborach i każdy był umorusany i obszarpany
nigdy nie byłam na żadnej wycieczce czy kolonii, ale też nie czuję się z tego powodu jakoś strasznie przez los pokrzywdzona. Zawsze rozumiałam, że jest ciężko, że rodziców nie stać. Komputera też nigdy nie mieliśmy. Generalnie to jestem im MEGA wdzięczna, bo mnie z trójki rodzeństwa jako jedyną wysłali do lepszego liceum, opłacali internat itp. i wzięli pożyczkę, którą bardzo długo spłacali, by na pierwszy rok studiów mi dać. Na resztę musiałam zarobić sama... Jestem dumna z rodziców i z siebie 


nudnej jak flaki z olejem (nie wiem czy to trafne porównanie
Kaja ma prawie 7,5 m-ca
sama nie mogę uwierzyć jak ten czas leci. Już sama siada z całkiem płaskiego podłoża, od kilku dni chwyta za szczebelki w łóżeczku i podnosi się do klęczek, mówi pełnymi zdaniami : blablabla mamamam gieeeee itp. zaczyna się wstydzić, tak główkę odwraca i przytula się do mnie
może się nimi bawić baaaaardzo długo. Śmieszka jest okropna - uśmiecha się praktycznie do wszystkich przechodniów na ulicy i tylko nieliczne gbury nie odwzajemniają jej uśmiechu 



