U mnie powtórka z rozrywki... Pani do pomocy nie odbiera ode mnie telefonu, więc nie wytrzymałam i zaczęłam sprzątać. Narazie przygotowałam nasz pokój, bo tu będzie spał Stanis. Dzisiaj wzięłam się za kuchnię... Masakra! Blaty były czarne, półki brudne, ze starymi zaciekami, na półkach centymetrowa warstwa kurzu, w kątach pajęczyny, ściany obsrane przez muchy... Płakać mi się chciało, jak to sprzątałam. Tej pani już podziękuję, chociaż chyba ona już podziękowała mi... Ja nie wiem, czy jestem jakaś odrażająca? Czy może mój dom jest odrażający?
Jutro przyjedzie mój brat, żeby pomóc mi z resztą domu, bo sama na pewno nie dam rady. Już pomijam, że jutro pewnie się nie ruszę po dzisiejszych 4 godzinach latania ze ścierką, ale jeszcze trzeba się zająć Olkiem a w żłobku mają epidemię.
Ledwo żyję.
A! No i po wieczornych wybrykach kolejny kawałek czopu mi odszedł. Żebym jeszcze wytrzymała z tydzień, dopóki nie ogarnę domu...