Kochane :-) A więc tak :-) zgłosiłam się wg planu na 7 do szpitala. Podłączyli ktg, zapis prawidłowy, dorzucili kroplówkę z oxy i po kilku skurczach dramatycznie spadło tętno Stasia (poniżej 60). Dali mi tlen, kazali się przekręcać na prawo i lewo. Po kilku minutach wszystko wróciło do normy. Z powodu tych wahań tętna lekarz podjął decyzję, że powinnam dzisiaj urodzić. Namawiali mnie trochę na znieczulenie. Za bardzo nie chciałam, ale powiedzieli, że trzeba przebić pęcherz płodowy, że dadzą dużo oxy i będzie bolało bardzo. W końcu się zdecydowałam i nie żałuję. Całą akcję wspominam bardzo dobrze, jeszcze 10 min przed urodzeniem śmieszkowaliśmy z mężem :-) Sama końcówka, może z 5 min, była ciężka, ale położna była super, bardzo dobrze doginała mi nogi, nie zmuszała mnie do niczego ponad siły. Staś urodził się rączkami do przodu i rozerwał mi troszkę ujście pochwy przy cewce moczowej, ale nawet mnie nie zszywali. Nie trzeba też było nacinać. Ogólnie było naprawdę dobrze :-) Staś urodził się cały w mazi płodowej i położna powiedziała, że musiał być jakiś błąd w określaniu wieku ciąży, bo taka maź jest charakterystyczna dla 37-38 t.c. Jest duży, ma 60 cm długości, waży 3710g i jest cudowny

Taka glizdeczka

Bardzo szybko złapał cycusia, w ogóle nie płacze, jak jest ze mną. Już się wykąpałam, czekam na obiadek i na Stasia :-) Jestem na sali z dziewczyną, która ciężko przeszła poród, zemdlała już na sali, jęczy i włącza tv :/ Średnio mi to pasuje, ale nie można mieć wszystkiego. Najważniejsze, że Stasio jest zdrowy i że mamy to już za sobą :-)
Magdalena jak tam u Ciebie?