Jak się macie po wieczorze Wigilijnym?
Mam nadzieję, że każda z Was miała wieczór pełen magii Świąt
Dla mnie przyznaję najgorsze były zyczenia. Zwłaszcza takie, żeby nastepnym razem sie udało. Popłakałam troche w kąciku. Smutek w sercu, wielki ból (jeszcze nie pogodziłam się z odejściem mojego Aniołka) i do tego samotne (bez męża) Święta. I chociaż czekałam na wizytę w Polsce to teraz marzę tylko o powrocie i bezpiecznych ramionach męża. Może nie zawsze między nami jest idealnie, ale teraz bardzo Go potrzebuję.
Nie będę ukrywać, że nie pytam Dlaczego ja? Chyba każda z nas tak myślała. Zastanawiałam się dlaczego znów coś niedobrego mi się przydarza. A teraz nastąpiła obojętność, chęć zakończenia tej wędrówki w świecie żywych. Jedynie powstrzymuje mnie miłośc do męża i córeczki. Ale na jak długo mi wystarczy tego uczucia? Boję się, że poddam się całkowicie. Słowo depresja nie jest mi obce. Dotknęła i mnie ta choroba i teraz znów się odzywa i tego się boję najbardziej
Rozpisałam się za co przepraszam, zwłaszcza w tym radosnym okresie świątecznym. Ale tylko strony na forum mi zostały...
Edytko, jak to robisz, że potrafisz się podnieść, stawić czoła rzeczywistości i wlać w serce optymizm?