oj ewcia ja wam cos napisze na pocieszenie ze moze sie jeszcze wszystko odmienic tak jak u mnie
moj tata odkad pamietam pil, ciagle byl nietrzezwy jak bylam mala to zdazalo to sie rzadko ale sie zdarzalo, zaczelo sie im nie ukladac z mama (moja babcia swoje trzy grosze dorzucila) tata zaczol pic coraz bardziej, ani prosby ani grozby nie pomagaly, zaczelo byc tak ze w tygodniu byl moze dwa dni trzezwy a reszte tygodnia nawalony :-( ja na okraglo plakalam, bo wkoncu to moj tata... przed wyjazdem do irlandi wlasicwie dzien przed z nim rozmawialam na ten temat, ze chcialabym zeby sie zmienil zeby przestal pic itd obiecal ze nie bedzie, po czym poszedl do sklepu po papierosy... wrocil pijany :-( mial mnie pozegnac na lotnisku ja mu powiedzialam ze nie chce go tam widziec, ze sie na nim zawiodlam i juz mu nie zaufam... dzin przed wyjazdem i dzien wyjazdu dla mnie to byl najgorszy dzien w zyciu mimo iz po 5 miesiacach rozlaki z Adamem mialam go zobaczyc ale jednak strach i swiadomosc ze zostawiam mame sama z pijacym tata byly silne i cala droge w samolocie ryczalam ( teraz tez lzy cisna mi sie do oczu). w irlandi zasmakowalam innego zycia-szczesliwego u boku ukochanej osoby, bez wyzwisk, bez alkoholizmu, z miloscia wkolo i deszczem ktorego tak nietrawilam... kilka razy przyjezdzalismy do Polski, zalatwiac sprawy slubu.. i w dni w ktorych przyjezdzalam do domu zawsze zastalam tate pijanego :-( nie rozmawialam z nim, mijalam go szerokim lukiem zeby tylko nie zespsol tego szczesliwego zycia ktore sami stworzylismy.... nadchodzil dzien slubu, kupilam chyba 100 balonow i stroilam dom i wejscie do domu tata przyszedl nawalony poznym wieczorem jak jeszcze wieszalam te balony, zaplakana powiedzialm mu ze ma sie nie pojawiac na slubie bo nie pozwole zeby mi ten dzien zepsol, ale nie moglam zrobic wstydu mojej mamie nie zapraszajc tate i tata sie pojawil, siostra byla staroscina pilnowala zeby nie wypil ani kieliszka wodki i nie wypil a potem sie hwalil jaki to on dobry jest ze nic nie wypil... po weselu chcielismy dac rodzica po butelce wodki zeby polali w pracy, byly dwie butelki w moim pokoi i czekaly na dobry moment a moj tata ciagle nagabywal adama ze flaszki jeszcze nie dostal, adam sie wkurzyl i zrobil haje i tata flaszi nie dostal, a mama powiedziala ze nie weznie bo ona ma swoja i mamy sie nie wyglupiac... po weselu z tata oboje nie rozmawialismy za kazdym razem przy odwiedzinach byl pijany a potem obrazony ze nie przyszlismy pogadac, powiedzialam mu ze dopuki pije moze zapomniec ze jestem jego corka i ta tez bylo az do pewniego momentu.... o mojej pierwszej ciazy do dzis nie wie o drugiej dowiedzial sie przypadkiem slyszac rozmowe mamy z siostra... tata stracil prace zostal zwolniony dyscyplinarnie ale wczesniej wyslali go na l4 zeby poszedl na odwyk i poszedl, musial tam o wszystkim opowiadac o tym co go boli o tym co zniszczyl swoim pijanstwem.. na odwyku byl w czerwcu i wtedy chyba mu sie oczy otworzyly, ze zostal sam, ze wszyscy go mijaja z daleka ze wlasne dzieci sie go wyparly... przestal pic nie pije od 24.06.2009 roku wiec juz dosyc dlugo... nawet na piwo sobie nie pozwoli... ja powoli sie przelamuje i usiluje z nim rozmawiac normalnie choc to trudne, nie da sie tak szybko od nowa zaufac tym bardziej ze sie tyle razy na nim zawiodlam, tata dostal prace nowa moze nie jest to super praca ale wazne ze jest... niestety jego szef to tez pijak i czasem sie boje ze powroci do nalogu przez szefa, mam nadzieje ze jest silny i sie nie da nigdy namowic nawet na piwo bo wystarczy kropelka zeby wszystko wrocilo... wiem ze wszystko jeszcze potrwa, ze mama mu nie zaufala jeszcze, ze nadal nie jest tak jak powinno byc ale jest lepiej niz bylo... dziewczyny ja sie od dziecka modlilam zeby on przestal pic i moze wlasnie staje sie ten maly wymodlony cud choc juz dawno przestalam wierzyc...
glowa do gory moje drogie, nie dajcie sie zyciu, nie mozecie sie poddac bo jeszcze sporo lat przed wami
ide rozbierac choinke papa