Cześć kochane....
i nadal nie ma wieści od Karoli....?
a ja się jak co miesiąc nakręcam....
wiecie, wczoraj miałam taka rozmowe z Z., że tym razem niech się dzieje wola nieba....jak sie uda to nie będziemy szaleć, do gina pójdę dopiero w 7-9 tygodniu.....jak juz będzie na pewno coś widać, a nie w czwartym tylko sie stresować i w miare możliwości nie chcę brać żadnych leków....chyba , że to już będzie ostatecznośc, ale niech natura sama zadecyduje, czy fasolka ma zostać z nami...na ten moment taką decyzje podjęliśmy....zobaczymy jak się do tego będzie miało życie...czy jednak nie spanikuje....ale na razie twardo się trzymamy w naszym postanowieniu....
nie wiem czy dobrze sobie wymyśliliśmy...ale ja chcę być w pięknej, zdrowej ciąży...chce sie nią cieszyć, a nie leżeć i płakać i sie faszerować lekami.....
pozatym jeszcze jedno.....moje ciąże sie utrzymywały pomimo, że juz tak naprawdę nic tam nie było.....fasolki umierały w 5 tygodniu, prawdopodobnie ich serduszka nigdy nie zaczynały pracować....ale mimo to organizm starał sie utrzymać tą "ciąże" - więc skoro tak to na wała mi duphastron i inne....skoro moim zdaniem błąd tutaj tkwi gdzieś na samym początku, przy zapłodnieniu lub przy zagnieżdżeniu i kilka dni po nim....czyli w czasie, kiedy i tak nic o ciąży sie nie wie.
badanka wszystkie wyszły książkowe.....czyli to były dwa cholerne, pieprzone przypadki....
i wiem, że teraz się uda...i, że moje dziciątko zostanie ze mną....ale bez farmakologii, bez wariactwa...po prostu będzie!!!
queenie i Wisienka - - oddaje Wam moją @.......@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@ i niech do mnie nie wraca....przez 9 miesięcy......