kłaczek
Fanka BB :)
Witajcie... Mam dziś za sobą ciężki dzień, choć całkiem nie na obowiązujący temat. Po prostu dziś miałam podbić legalizację kocich paszportów w Powiatowym Inspektoracie Weterynarii. Poleciałam sobie rankiem żeby mieć potem spokój i spokojnie demolować dom, a tu d... Nie podbiją mi paszportów bo mamy w Brzesku wściekliznę i to w dodatku mieszkam w samym ognisku zarazy. Bomba! Ale moje kociary nie wychodzą z domu i szansa na zarażenie jest żadna! Nie szkodzi. Wróciłam do domu roztrzęsiona. Po pierwsze jesteśmy spakowani i większość rzeczy już pojechała, w tym zimowe ciuchy. Kwarantanna terenu po wściekliźnie to kwestia 3 miesięcy. W zimie z kotami nie pojadę - pomarzną mi w drodze. Czekać do wiosny?? Zaczęłam dzwonić - Sącz bo mam tam stały meldunek i jakby co to mogę twierdzić że koty tam przebywają - d..., u nich też wścieklizna. Kraków - inspektorat wojewódzki z pytaniem co ja moge w takim razie. Dostałam instrukcję z numerami ustawy, rozporządzeniami - lekarz wojewódzki uznał że moje zwierzaki mogą jechać, a wydanie zezwolenia na wyjazd zależy od dobrej woli powiatowego. Z instrukcją podzwoniłam do powiatowego - kazali czekać że oddzwonią, a że czekać nie lubię podzwoniłam sobie jeszcze do Wawy do głównego. Pani powiedziała że nie może wpływać na decyzje powiatowego, ale spróbuje sie zorientować w sprawie. Kwadrans później zadzwoniła pani z powiatowego żeby przyjechać, tylko zabrać koty bo muszą sczytać chipy. Hmmm... 5 kotów na piechotę... Taryfa, półtorej godziny (czytnik mieli zwalony, trzeba było pożyczać inny) i MAM PODBITE PASZPORTY!! Ale nerwówka kosmiczna.
...
ważne, że załatwione :-)