Mganusik i tak jeszcze całe 30 - dużo. Dla mnie też 2010 był smutny, choc były w nim i dobre chwile. Jak to w życiu. Nie oglądam się na daty, po prostu żyję. W czerwcu strata, w październiku nowe życie, mam nadzieję że lipiec przyniesie nam szczęsliwe rozwiązanie i będziemy już tulić małego ludka. Czekamy na to.
Kobietka, u nas inny układ od początku. Rajmund od dziecka miał pieska. Sunię konkretnie, jakieś takie rozmiar s, typ emerycka skiała, czyli krótkowłose ogólnokundlowate ale bardzo mądre i bardzo oddane stworzenie. Cała rodzina ją ubóstwiała, a że mieszkali w bloku więc siłą rzeczy pies był domowy. Kiedy zachorowała na cukrzycę, wet sugerował uśpienie, a oni postawili ją na diecie i ludzkiej insulinie i tak dożyła przyzwoitego wieku. Potem nie chcieli już psa. Futro zaistniała bo w domu było pusto bez zwierzaka, a ją właśnie na osiedlu wywalono z domu, była w ciąży i potrzebowała domu, przy czym z racji naszego trybu życia pies nie wchodził w grę. A że blok, to kot stricte domowy. Urodziła Kłaczka, został. Potem Tysław bo Kłaq męczył matkę okrutnie chcąc się bawić, potem dwie @@ bo mi się żal zrobiło tak cudnych kotów po takich przejściach i zrobił się Pięciokot. Rozpuszczone są - mea culpa, ale nie tylko mea bo to nie ja nauczyłam Miyuki darcia mordy w łazience żeby jej kran odkręcić bo hrabinia życzy sobie pić z kranu. To Rajmund. I to on jęczy rano że kiepsko spał bo koty zaległy łóżko i nie mógł sie ruszyć żeby nie skopać - ja takich oporów nie mam. A faktycznie koty czują smutek, czują kiedy źle się czuję i wtedy przeważnie przyłażą się głaskać. I jaka satysfakcja, kiedy bita przez poprzednią właścicielkę Hino, która nie pozwalała się dotknąć, po z górą roku u mnie wskoczyła do łóżka i przez chwilę pozostała w nim mrucząc! Dzis mamy gorszy dzień w temacie kocim bo Miyuki jest golona - moja wina, zapuściłam ją i porobiły sie filce. Na szczęście ona jest głucha i nie boi się maszynki, tylko wq...ia ją zniewolenie.