Witam Was cieplutko
Dawno mnie nie było, przepraszam za zniknięcie.
Troszkę poczytałam, ale niestety nie ogarniam L
Ostatnio miałam duuużo pracy +studnia wiec wykluczyło mnie to z życia społecznego na dwa tygodnie.
Z tego co pamiętam to mój ostatni post był bardzo pozytywny i optymistyczny, pełen nadziei.
Teraz jest inaczej…niestety. Nic mi się nie chce. Tkwię w próżni. Zawiodłam się i potrzebuje czasu. Wiem, że dla niektórych z Was to zabrzmi banalnie, ale dla mnie w tym momencie zawalił się „obraz mojego męża” i ja też zachowałam się trochę nie tak.
Zaczęło się od żartu, tak chciałam sprawdzić reakcje mojego M i powiedziałam, że w środę jest „ten dzień” (wtedy gin powiedział, żeby działać ,przypomnę, że jestem na wspomagaczach) i zaczęło się. Tak na marginesie ten dzień jest dzisiaj.
Po tej informacji mój M nagle stracił humor i zaczął mnie wkurzać, przez chwilę jeszcze starałam się załagodzić całą sprawę, ale przegiął wtedy gdy zaangażował do tej sytuacji nasze dziecko. Wiadomo z sexu nici.
W czwartek dalej agresor.
W piątek dzwoni do mnie i milutkim głosem informuje, że ma bilety na mecz i czy nie mam nic przeciwko więc poszedł. Zaczęłam zastanawiać się o co mu chodzi, wiedział, że dla mnie to bardzo ważne, bo jak nie teraz to znów miesiąc czekania. Aha jego tłumaczenie „byłem bardzo zmęczony”. Dla mnie to oznacza, że ma w d…e mnie i nasze plany powiększenia rodziny, bo za miesiąc też w tym dniu może być zmęczony i z 2 i 3 i tak przez rok.
To nie koniec. Wczoraj wrócił ok. 24 po meczu i mnie obudził …było miło i wiecie co się stało. On chyba myślał, że już po ptakach. Wprawdzie to dziś mieliśmy się przytulać według gin ale nigdy nie wiadomo, jego wojowniki mogą przetrwać.
Jestem rozczarowana bardzo jego zachowaniem. Dziś rano znowu się pokłóciliśmy, nie wiem co się z nami dzieje?
Przepraszam, że wyżalam tu takie banały.
Pozdrawiam