Jezusicku święta racja. Choć ja mam podejście takie, że każdy karmi jak chce, a dziecko ma być nakarmione.
No ale co? Oczywiście ja się nastawiłam na kp (poniekąd i z wygody, żeby z tymi butelkami nie latać) i generalnie jest kp. Ale okupione cierpieniem i fizycznym i psychicznym. Sutki poranione do krwi od dnia 0, bo przystawienie na leżąco pierwsza noc, ja zielona i dziecko głównie sutka ssało. Do tego w szpitalu oczywiście niezdiagnozowane choć oglądała CDL ją, ale dziecko moje ma aż 2 wędzidełka skrócone stąd zaciskała buźkę na maksa na cycu, żeby w ogóle być w stanie jeść. W ogóle to z jestem z niej strasznie dumna, że pomimo problemów ze ssaniem (języczek z tyłu właśnie był unieruchomiony przez to wędzidełko) ona jakoś nauczyła się jeść i ładnie przybiera - w sensie wypracowałyśmy sobie przystawienie, które finalnie daje jej dość efektywnie jeść, choć łyka powietrze niestety co skutkuje potem ulewaniem i bekaniem - no męczy ją brzuszek.
No ale dla mnie 1 m-c to był horror; i to serio, chodziłam z sutkami na wierzchu, czyli siedziałam w domu; bałam się własnego dziecka, że się obudzi i będzie znowu chciało jeść, bo ból. Przytulić normalnie nie mogłam bo sutki żywym ogniem paliły.

No ale, się zaparłam, że chcę do 3 m-ca ją wykarmić; choć butla z moim mlekiem też już kilka razy wjechała i butlę zamierzam stosować, żeby mieć trochę luzu, a Tatuś mógł sobie pokarmić. Więc trochę się biczowałam, ale teraz po podcięciu wędzidełek jest lepiej i przywykłam, a jednak cyc to wygoda.
No ale jak długo się będziemy karmić to się okaże.