Wychowywalam sama syna,bylam mu i matka i ojcem.W sumie ciesze sie ze nikt mi w tej relacji nie macil,albo byl ojcem na papierze.Dla syna to bylo smutne i traumatyczne dosyc.Teraz jest dorosly i mowi ,ze tylko dzieki mnie jest jaki jest.I lepiej ,ze tego ojca nigdy nie bylo.
Na wiecej dzieci bym sie nie zdecydowala,gdybym nie miala takiego meza jakiego mam.Ze wzgledu na prace nie ma go czasami po 3-4 dni,jak jest wychodzi o 6 wraca o 17,wiec jestem jakby nie mowic i tak wiecznie sama.Ale kiedy jest w domu robi przy dzieciach wszystko,mnie wywala zebym pojechala na zakupy i przeqietrzyla glowe.
Dlugo na taki stan pracowalismy...jak sie przestalam wszystkiego czepiac,z drugiej strony pozwolilam mu pare dni zostac samemu z dziecmi .Najlepsza metoda.
Mam duzo kolezanek ,ktore potrafia narzekac,ale rzadko ktora o siebie zawalczy i czas dla siebie.A z drugiej strony wiecznie kontroluja i strofuja ,ze wszystko nie tak.A facet na kanapie lezy
Nie wiem ,dlaczego u was jest raka sytuacja,ale podziwiam ze zdecydowalas sie na dzieci i takie w sumie " samotne" macierzynstwo.