Cześć dziewczyny. Chciałam już wam wcześniej napisać, ale przy 2 miesięcznym dziecku ciężko znaleźć czas wolny. Ja już pisałam na tym forum będąc na początku mojej ciąży ( nie wiem które to były strony , musiałybyście sobie je poszukać ) A więc ja ciążę przechodziłam strasznie. Przez całą ciążę nie było dnia żebym ja była odprężona, całymi dniami i nocami towarzyszył mi lęk (mój życiowy towarzysz) i napięcie, co za tym idzie oczywiście milion dolegliwości somatycznych tj. Potknięcia serca, tachykardia , silne duszność, zawroty głowy, uczucie umierania itd. i do tego po trzy ataki paniki na dobę. W takim stanie wegetowałam , bo nie można tego nazwać życiem, wytrwałam 9 miesięcy mojej ciąży (sama nie wiem jak ja to wytrzymałam). Na całą dobę to może spałam z 3 godziny i to było wszystko, po prostu więcej nie potrafiłam tak mnie te nerwy trzymały (jak spotykałam jakiś znajomych na ulicy, to oni się mnie pytali czy ja wczoraj byłam na imprezie bo to niewyspanie było po mnie widać ). Co noc płakałam, bo wszyscy sobie smacznie spali a ja nie i do tego te myśli jak moje dziecko ma się prawidłowo rozwijać w takich warunkach. Zapomniałam wam jeszcze napisać, że na nerwicę lękową choruję już ok 8 lat. Przy pierwszej ciąży nie miałam jej. Natomiast po 9 latach od narodzin pierwszego dziecka, bardzo zapragnęłam mieć drugie, będąc w stanie aktywnej nerwicy (powiedziałam sobie w tedy "nerwico nie będziesz rządzić moim życiem " miałam nawet nadzieję, że ona odpuścić, bo niekiedy tak jest, ale w moim przypadku jeszcze bardziej się nasiliła). W ciągu tej ciąży przeszłam chyba z 5 ginekologów, bo szukałam odpowiedzi , czy taki stan w jakim teraz wegetuje może zaszkodzić mojemu nienarodzonemu dziecku i każdy z tych lekarzy odpowiadał że nie (owszem dziecko odczuwa emocje matki, ale dziecko potrafi sobie dobrze z tym stresem radzić)ale mnie nie uspokajała taka odpowiedź, bo ja się w internecie naczytałam, jak nerwica może negatywnie wpłynąć na płód (nawet w jednym artykule wyczytałam, że może spowodować downa -co jest totalną bzdurą, jak można wypisywać takie brednie i do tego był to artykuł napisany przez jakiegoś psychologa- dlatego radzę wam nie czytajcie tego co piszą w internecie, bo się jeszcze bardziej zakręcicie, ja tak właśnie robiłam i zakręciłam się na maxa). Przepraszam was że tak chaotycznie piszę, ale chcę wam jak najwięcej napisać, puki mała śpi i piszę co mi na myśl przyjdzie, chcę was trochę wesprzeć, bo sama wiem jak to jest, jak ktoś opiszę swój podobny problem, który mogę powiedzieć, zakończył się szczęśliwie. 2 listopada urodziłam moją drugą córeczkę przez cesarkę, bo była ułożona pośladkowo. Ma teraz prawie 2 miesiące i na razie jest zdrowa jak ryba i do tego jeszcze spokojna, co mnie naprawdę dziwi, bo tyle stresu co ja miałam to to dziecko powinno być totalnym nerwusem. Chciałam wam jeszcze napisać, że nie brałam żadnych leków, ponieważ przed ciążą mój psychiatra eksperymentował na mnie przeróżne leki i żadne mi nie pomagały, więc nie było sensu i brać w ciąży. Jedyne leki które na mnie działają to są te uzależniające z grupy Benzo (oczywiście w ciąży są zakazane). Wcześniej przeszłam 2 terapie stacjonarne, 2 terapie dzienne i terapie u różnych psychologów i za dużo one mi nie pomogły. To chyba na tyle , opisałam tak w skrócie moją historię, jakby któraś chciała się więcej czegoś dowiedzieć to piszcie na mojego maila:
ullaw@onet.eu jak znajdę chwilkę to wam zaraz odpiszę, bo wiem jak ważne jest wsparcie osoby która sama to przechodzi (ja wtedy też takiego wsparcia szukałam) Na moim przykładzie mogę wam powiedzieć, że jesteście bardziej silne niż wam się wydaje. Ja też już myślałam, że nie dam radę, że się wykończę (bo to było ponad ludzkie siły) ale dałam radę i dostałam za to nagrodę: moją drugą córeczkę i kiedy na nią patrzę to moje cierpienia idą w nie pamięć.