dziewczyny, ja patrze na to troche inaczej... jestem z tej drugiej strony: była nas trójka, ja i brat w Liceum, drugi braciszek w pierwszej klasie podstawówki... rozwód, wyprowadzka, ojciec z ograniczonymi prawami i takie tam, no i musielismy sie wynieść z domu, on nie płacił alimentów, my w wynajętym mieszkaniu, mama z najniższą krajową
wszyscy w mojej szkole wiedzieli o sytuacji (małe miasteczko), miałam na tyle fajną wychowawczynie, że podczas organizacji paczek na święta (z żywnością) była dyskretna i nikt nie wiedział, że mąka, ryż czy konserwy trafiają właśnie do nas. Przychodziłam po lekcjach i brałam do plecaka te paczki. Wstyd bo wstyd, ale z czasem zrozumiałam, że to nie ja mam sie wstydzić, bo to nie moja wina.
Gorzej miał moj brat(ten starszy), on nie umiał przyjąć pomocy, on z tych pozerów, co kombinują jak tu sie nie ośmieszyć przy bogatych kuplach. Przyjaciółka z samorządu załatwiła mi "darmową" studniówkę, na wycieczki też jeździłam w ten sposób. Ciuchów nie dostawałam. Wiem, że podstawą jest dyskrecja bo nikomu nie jest potrzebny rozgłos.
Teraz do rzeczy...
Sytuacja sie zmieniła. Skończyłam liceum, wyszłam za mąż, wyprowadziłam się, urodziłam córeczkę i teraz mąż nas utrzymuje, sytuacja materialna zmieniła się o 180 st.
Ale mój najmłodszy brat (obecnie 3 kl podstawówki) i mama nadal żyją w trudnych warunkach. Zadna patologia, alkoholu tam nie ma itd.
Staram sie pomagać jak mogę, z jedzeniem, czasem cos kupuje małemu, płace za obiady w szkole, chce mu wynagrodzić i dać to wszystko czego sama nie miałam.
Patrzę ostatnio, przy pierwszym śniegu a ten biegnie w adidasach. Pytam więc, czemu butów w szkole nie przebrał. A on, że przebrał bo ma tylko takie

Dałam mamie pieniądze na trzewiki, poszły na co innego (zaległe opłaty)...
Na klasowym zebraniu rodzice zrobili zbiórkę (mojej mamy nie było na tym zebraniu), mowa była o dyskrecji, wychowawczyni kupiła Ł. buty... I wiecie co zrobiła? Na lekcjach, przy całej 23osobowej klasie wręczyła Ł. te buty
Mały je wziął, przyszedł do domu z bólem brzucha, symulował wymioty a na końcu powiedział, że więcej do szkoły nie pójdzie, że jest mu wstyd, że ma taką rodzinę!
Co za baba... szkoda, że ma 24letni staż pracy jako pedagog, wiecie jakie dzieci potrafia byc straszne, nie dość, że Ł.jest najmniejszy w klasie, że ma wadę wymowy, dzieci robią sobie z niego żarty, to ona dałam im taki powód do kpin
ja sie tak o niego boję

gdy ja miałam 10 lat, to wymieniałyśmy sie karteczkami za 2,5 zł czy plakatami z Bravo (groszowe sprawy) a teraz dzieci mają komorki, komputery, mp3, mp4... boję sie ze mały zacznie kombinować, żeby kumplom dorównać :-(
wiecie jak można pomóc? można dzieci uczyć wrażliwości, żeby nie wyśmiewały sie z innych, żeby patrzyly na każdego tak samo, nie ważne czy ma buty z bazaru czy ze sklepu nike, pomoc doraźna ZAWSZE musi zostać między rodzicami, zawsze!