Ogólnie stwierdziła, że głównym problemem jest fakt iż się wyprowadziłem... Potem dołożyła moją chorobliwą zazdrość, która była spowodowana tym co się w krótkim czasie po ślubie dowiedziałem... Do tego dorzuciła to, że na nic jej nie pozwalam, bo zamiast 2 godzin, siedziała u znajomych godzinę... Wiem, że też zawiniłem, pomimo tego, że także wina leży częściowo po jej stronie... To nie uważam, aby to miało się przyczynić do rozbicia związku... Bo praktycznie to, że mnie od czasu urodzenia dziecka odsuwała na bok to jej nie przekonuje do niczego... Prosiłem Ją, żebyśmy się wyprowadzili na swoje... Też nie... No i potem się zaczęło... Aż pewnego dnia nie wytrzymałem i stwierdziłem, że jeśli coś ma się zmienić w Naszym związku i przetrwać ma on to muszę się wyprowadzić... I stwierdziła, że porzuciłem rodzinę, pomimo tego, że dalej się upominałem o to abyśmy zamieszkali razem... I stwierdziła, że ona nie wie czy mnie kocha, i że nie życzy sobie aby dziecko mnie oglądało... Cóż.. życie mnie nie głaszcze po głowie...