Z położnymi to jest tak, że są zmiany. Jednego dnia są fajne kobietki, innego skrzeczące taborety. Choć czasem to się nie dziwię, że stały się znieczulonymi warczącymi istotami, bo niekiedy mamy potrafią dać w kość. Miałam od nich wsparcie jeśli poprosiłam. Ale było to jedynie z zakresu obsługi dzieci, albo porad. One są nastawione na to, że jesteś samodzielna. Może zielona, ale samodzielna. Przychodziły i pytały jak tam bliźniaki, jak tam opieka nad nimi, a ja byłam tak zmęczona, że chciałam zażartować i coś tam palnęłam, więc potem przychodziły częściej, zaznaczały, że w każdej sprawie mam przychodzić. Brzmi to fajnie i miło, ale we mnie był smutek. Nie mogły dać mi pomocy, której potrzebowałam. A jeszcze stresowała mnie ich zmienność. Chciałam w cichości i nie zauważona przetrwać i wyjść.
Gratuluję synka! Cudownie, że miałaś odwiedziny! To bardzo pomaga.