A ja dzisiaj wywinelam numer....pojechalam na zakupy przedświąteczne...napakowalam do koszyka ostatnie prezenty (fajne rzeczy wypatrzyłam) i troche produktów spożywczych....stoje przy kasie, stoje, stoje, stoje (oczywiscie mam pecha - stnęłam do kasy gdzie PANI kasowola w nieskonczonosc) nagle czuje że mi gorąco, duszno, w uszach szumi, w glowie zaczyna się kręcić....czuje ze zaraz padnę jak długa...mówię do pani stojącej za mna ze zaraz zemdleję...ta sama pani zawlokła mnie jakoś do ławeczek, przyniesli mi wody, wezwali pogotowie....jeszcze nigdy nie zrobilam wokół siebie takiego cyrku...przyjechali, zbadali i stwierdzili ze musze jechac do szpitala...w szpitalu zrobili usg...z Maluszkiem wszystko OK. Dali kroplówkę i puścili....dobrze że tylko tak się skonczylo...Fasolek był dzisiaj bardzo ruchliwy, kopal nóżkami i ruszał rączkami...cudowny widok :-)) pozrawiam wszystkie Mamuśki