Witajcie Dziewuszki,
nie jestem w stanie nadrobić zaległości w czytaniu, bo nie zaglądałam tu od soboty....ale dopiero ochłonełam- jesli tak mogę napisac-po zdarzeniu jakie mialo miejsce w sobote.....pisze to ku przestrodze wszystkim, w ostatnich tyg.ciąży za kierownicą!
..w sobotę wracaliśmy z mężem z ogrodu dendrologicznego w Przelewicach..było pięknie słonecznie....ten ogród mieści się w jednej z wiosek więc dojazd tam również między wioskami...całe szczęście moj mąż jest ostrożnym i spokojnym kierowcą..nie szarżuje jak większość facetów....dopiero co wyjechaliśmy z drogi pełnej dziur,więc prędkość minimalna...zdązylismy wyjechac na prostą więc predkość ok 40-50km/h i nagle na moją stronę pasażera wpadł rowerzysta!!!! rozpędzonmy z drogi polnej chciał przejechac ulicę i wjechac na druga cześć pola...w ogole nie zatrzymał się..jechał szybciej od nas..rozpędzony na maxa..słuchawki na uszach...to były sekundy!trzask,wpadł na szybę, przeleciał rowerem przez dach i sie odbił...ja tak sie strasznie przestarszyłam,bo szyba wgnieciona jakby we mnie...huk niesamowity...rowerzysta nie rozwazny,policja orzekła jego winę-on sam sie przyznał i przepraszał, bo na szczęście podniosł się po jakims czasie o włąsnych siłąch zulicy..oczywiście karetka i policja..zamieszanie...nasze auto całe zmasakrowane bo chłopaczek dośc tęgi i to m.in.uratowało mu skórę...ktoś moich gabarytów by się połamał...ale wiecie w głowie tysiące mysli...że mogliśmy stracić dzidzię...ja sie tak trzesłam,ze az teraz jak o tym piszę mam w oczach łzy....strasznie sie przeraziłam,a moj mąż o mnie taki zaniepokojony bym nie urodziła na ulicy bo to koncówka....teraz satarm sie nie mysleć co by było gdyby...ale to samo w głowie siedzi..nie mogę sie po tym otrząsnąć!!! cała przednia szyba w drobny mak,dach samochodu mamy szklany to też popękał...błotniki,zderzaki wszytsko w dziurach od roweru...ja wiem,ze zycie i zdrowie najwazniejsze ale teraz człowiek widzi to zmasakrowane od zdarzenia auto...przeciez gdyby ktos jechał szybciej,gdyby....to ten człowiek by nie zył....a nasza dzidzia....wolę już nie myślec, bo się rozpisałam...ale dziękuję Bogu, że nic sie nie stało!ze sie nie uderzyłam nigdzie..tylko ten szok mnie sparalizował!ze chłopak zyje!bo jak wyszłam z auat to on sie nie ruszał pod moimi drzwami...to było koszmarne!!!
Uwazajcie Kochane juz teraz..moj mąż juz mnie nie puszcza nigdzie autem...choc to nie nasza wina,ale widzicie same...takich sytuacji nie da sie ominąć...gdybysmy sekunde pozniej jechali tą drogą,gdyby....moj synuś w brzuszku cały i zdrowy!ale stres na pewno na nim się odbił...bo te mysli to rozsadzają głowę....ale naprawdę dziekuję Bogu, że straty wielki ale życie jest bezcenne-maluszka,nasze,człowieka....