witam
poleżałam trochę dłużej bo synek dziś poza domem nocował, ale o spaniu nie było mowy, mam straszny katar i ciągle zapchany nos, wiec oddycham jak słonica...a kropelki których mogłam używać i pomagały - skończyły mi się wczoraj i zapomniałam kupić..fatalnie przez to minęła noc
umyłam głowę i siedzę w ręczniku i wcinam kanapki z truskawkami - mniamuśne...muszę doprowadzić się do normalności i pojechać po tego mojego smyka, a tak mi się nie chce...nadal nie poprasowałam nic, bo trochę czasu w końcu z mezem spędziliśmy, a to na spacerku, a to na lodach, a poźniej to już padłam przed TV i koniec...
tyle rzeczy mam do zrobienia,takiego utykania, ze nie wiem od czego zacząć, a nie chce mi się okrutnie nic...chyba zrobię sobie kawkę i posiedzę na tarasie i poczytam książkę, heheh....
traschka ja też ponad tydzień temu złapałam dokładnie taką infekcję, chyba od Filipa się zaraziłam...najpierw gardło, później kaszel, katar i myślałam tylko o tym, żeby nie urodzić za wcześnie, bo nie wiem jak to z maluszkiem później..gardło przeszło, kaszel w sumie też powoli, teraz jeszcze czasem mnie wytarga, ale jest o niebo lepiej, za to katar w połączeniu z jakimś siennym nie daje mi spokoju...Idź o lekarza i skonsultuj to lepiej, tak będzie bezpieczniej!!! Zdróweczka biedulko, tyle się wychorowałąś i jeszcze teraz na koniec...each
AGATA R no to już wszystko wiesz, dobrze...kurcze, nie do wiary jak to nas zaskakuje czasem natura tyle wytrzymałaś...super....No i zdrówka życzę, coby mały nie wyskoczył w trakcie kaszlu
Ironia kciuki za ciebie, oby szybciutko poszło...
Asinka &&&&&&&& za wizytę!
dagamit mam tak samo jak ty....strasznie obawiam się szpitala, żeby nie leżeć i czekać jak to będzie następnego dnia, juz czy nie...a u mnie to raczej nie, bo u mnie to mała pewnie sie nie wciśnie z tymi moimi kościami wąskimi i samo to sienie rozkręci....
katamisz no super, ze masz dobry dzionek...ja też tak czasem mam, ze choćby nie wiem co to mi nikt nastroju nie popsuje...
doggi kurcze, ale ty sie nakręcasz coraz bardziej, może wyluzuj trochę, ja wiem, ze to denerwujące i bóle i w ogóle czekanie, ale taki los...czasem organizm strasznie długo sie przystosowuje do porodu....ja w pierwszej ciązy miałam tak, ze z miesiąc czasu się męczyłam z bólami w kroku, ze spinającym się brzuchem, bólami w bodbrzuszu i nic sie nie ruszyło, siedzieć nie mogłam, leżałąm to płakałam z bólu bo kręgosłup mi napier......a rozwarcia nie miałam wcale...2 razy w szpitalu byłam, nic się nie działo...i poród też miałam koszmarny....ściskam i trzymam kciuki, żeby jednak było u ciebie szybciej i mniej boleśnie