reklama

Czerwiec 2011

reklama
Madzioolka ja ciebie też podziwiam, bo u mnie tylko 5 miejsc siedzących +taboret na balkonie i ew muszla klozetowa... więc 14 osób nie do ogarnięcia. Śmiałam się ostatnio z M że zrobimy chrzciny na 23 osoby w domu i zagramy w tą grę z przedszkola - włącza się muzykę i wszyscy chodzą dookoła krzeseł a jak muzyka przestanie grać to szybko siada się na wolnym krześle (krzeseł oczywiście mniej niż osób). I kto nie znajdzie miejsca ten odpada:)))
hehehe dobre :) na weselach też jest taka zabawa :)
U nas z krzesłami to nawet jakoś daliśmy radę ostatecznie bo w przy kuchennym stole mamy 4, w dużym pokoju 6 i jeszcze 3 takie wyższe składane jakby stołki barowe tylko że na dwóch z nich stoją kwiaty w wielkich donicach... najgorzej było z filiżankami i kieliszkami do wina bo Tomek wytłukł połowę "zastawy" jak się przeprowadzaliśmy :) muszę koniecznie kupić jakiś ładny serwis kawowy i kieliszki bo aż mi głupio było że każdy pił w filiżance z innej parafii... jeszcze marzy mi się komplet obiadowy z prawdziwego zdarzenia na 12 osób ale do tego to już jakis dżin z zaczarowanej lampy by się przydał spełniający życzenia albo jakiś spadek od nieznanej cioci z ameryki :)

Doggi biedna ta Twoja córcia że tak Ją męczą tymi badaniami... trzymam kciuki żeby to szybko minęło :)
A co do ślinienia to moja tak samo - jak nie dam smoka to całe piąstki do buzi wkłada razem z rękawkami i memla a potem całe ubranko mokre, a najbardziej się ślini jak trzymamy Ją pionowo, wtedy leci z buzi ciurkiem stróżka śliny :)
 
kati moja mała wszystko to wyczynia a ma 9 tyg !! Dosłownie wszystko z wymienionych przerabiamy...

madzioolka ta moja paskuda ma taka potrzebe niuplania ii gryzienia czegos tardszegoniz smok ze wypluwa smoka i wpycha łapki (dzis podzerala grzechotke...)a jak odc iagam jej łapcie to sie drze nawet jaksmoka podkladam bo ona woli chyba jakies wieksze twardzsze orzedmioty gryzc... wariatka mała !!
 
Po kupowych przebojach Maja padła jak mucha, włożyłam ją do wózka i od razu zasnęła moja bidulka...już nawet się za prasowanie nie biorę, bo deska skrzypi i pewnie ją obudzi...jutro mąż ma na szczęście wolne, bo cośtam mu w pracy odwołali i nie musi iść, chociaż kasa za nadgodziny by się przydała. Ale nie narzekam, nie mamy źle...niech chłopak sobie odpocznie:tak: pojedzie z nami na rehabilitację, bo jutro zaczynamy, chociaż jak ją oglądała rehabilitantka w szpitalu, to powiedziała, że mała nie ma asymetrii ułożeniowej i że wszystko jest ok. Nie zaszkodzi małej poćwiczyć, mam nadzieję, że dobrze będzie znosić tą rehabilitację. Ateraz poczytam co u Was i spróbuję coś dopisać
 
Misialina ja dałam za wygraną i czasem się zdarzy, że Maja zje wieczorem 40-50ml mm po cycu, ona się strasznie denerwuje jak nic nie leci a jak próbuję ją uśpić, to też nie da rady. A jak się dopcha, to po 5 min zasypia. Ja najgorszy kryzys miałam jakieś 2 tyg temu, darła się przez cały weekend a ja dopiero w niedzielę po południu zaskoczyłam, że ona głodna
Madzioolka podziwiam, taki spęd w domu zorganizować to nie lada wyczyn...na szczęście moja rodzinka ma 100km, męża 350km więc jeszcze się nie zdarzyło, żebyśmy więcej niż 5-6 osób na raz gościli. Nie lubię takiego zamieszania w domu...
Doggi współczuję badań i płaczu...
trasia powinnaś się cieszyć, że Marysia taka grzeczna, zazdroszczę, chociaż i u nas się poprawiło
 
mrsmoon ja po wczorajszym powiedziałam że pierwszy i ostatni raz... no tyle że to dość bliska rodzina i mieszkają w belgii a do polski przyjeżdżają tylko raz w roku w wakacje i nie zawsze udaje nam się spotkać i tak chyba już dwa lata z rzędu się nie widzieliśmy więc bardzo mi zależało żeby przyszli ale drugi raz się na to nie pisze... niech przychodzą na raty :)

No i do mnie dotarła też burza od Anapi :) matko jakie pioruny, jeden walnął tuż przed naszym oknem... a rusztowanie na bloku o którym Wam rano pisałam to wymiana rynien i dachu no i zaczęli od rynien - zdjęli stare a nowych już nie zdążyli założyć i tym pięknym sposobem wszystko z dachu lało nam się na balkon bo nad nami nie ma już piętra normalnego a tylko poddasze więc wszystko spływało...

Ja siedzę aktualnie w domu sama z Mają i piesą a Tomek pojechał nurkować, lecę wymyślić sobie jakąś kolacyjkę :)
Pa pa :)
 
no wróciliśmy :-) sala załatwione menu ustalone :-) uff

bylismy z małym w tej restauracji a potem w sklepie i w ogóle nie spał tylko sie rozglądal i ani razu nie zapłakał ;-) w ogole on mało ostatnio płacze zeby cos zakomunikować...tylko guga... albo marudzi :-)
 
Misia kryzys przetrwałam tylko dzięki mojemu zamrożonemu mleku. W ciągu dnia dawałam radę, mała opróżniała za każdym razem oba cyce ale im później tym siłą rzeczy mleka było mniej... wieczorem nie było już prawie nic. Niby jest tak, że jak mleka nie ma to trzeba dziecko przystawiać, żeby ssało. ALe moja nie ssie jak nie leci, albo nawet leci słabo. Po prostu się wkurza, krzyczy ale ciągnąć nie będzie. Więc dwa razy dałam małej wieczorem moje zamrozone zapasy. Raz zjadła 100, drugi raz 60 ml (najpierw wyciągnęła wszystko z piersi). Na trzeci dzień wystarczyło jej to co było i dobrze, bo zapasów nie miałam wiele. Ja w nocy dodatkowo odciągałam laktatorem kiedy przesypiała posiłek i ciągnęłam dłuuugo, nawet jak już nic nie leciało. Ale laktacja chyba się zwiększyła, bo mleka mam pełno i mała znów najada się w mniej niż 10 minut.
 
reklama
Trasia ja też podałam jej moje zamrożone mleko...mam go dużo...ale dzisiaj już mogę powiedzieć że jest poprawa...no i ja w końcu od 2 tyg zjadłąm obiad mięsny i zupę braszcz...teściowa jak zwykle mnie poratowała...

Jutro rano mężulek już będzie w domu...chyba całą noc nie zasnę...tęskniłam za nim strasznie
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry