Hej babeczki!
&&&&&&&&& za wszystkie żłobkujące jutro maluszki i za mamusie (za Was chyba bardziej nie?
)
My spędziliśmy dziś większość dnia w ogrodzie wujka, Maja śmigała w samych skarpetach, nie wiem jak je teraz dopiorę ale że trawę mają idealną jak z reklamy to Jej pozwoliliśmy

Pogoda byłą cudna, choć okres wakacyjny nie dotyczy mnie personalnie to szkoda że już wrzesień, ale ponoć złota jesień ma być aż do listopada, oby
Martadelka lody pycha, zjadłam pół, dziś będę kończyć
Wieczoem mieliśmy mały wypadek - Maja dorwała się do szafki (której nigdy w życiu nie dotykała, nie interesowała jej więc nawet nie pilnowaliśmy i nie zabezpieczyliśmy) wyciągnęła jakiś syrop i idą do nas do pokoju wypadł Jej z ręki i butelka się rozbiła... rozbryzgało się to wszędzie (chyba panadol albo wapno) bo lepiące jak chole.ra, Maja się przestraszyła i kucnęła opierając się ręką o tą szklano-lepiącą się breję.... maleńki kawałek wbił Jej się w rączkę ale na szczęście od razu wyleciał jak wzięłam Ją pod kran. Maja zaczęła ryczeć, ale, co mnie niepokoi coraz bardziej, wcale nie przez troszkę zranioną rękę bo rana byłą żadna 1-2mm rozcięcia, ale przez to że była ubabrana w syropie Ona i podłoga.... Ma jakąś obsesję żeby nie być brudną, nie wiem skąd Jej się to wzięło bo ja nie sprzątam jakoś obsesyjnie, nie latam z Nią do wody jak tylko ma okruszek na palcach.... i zaczyna mnie to niepokoić bo dziś płacz przeszedł praktycznie w histerię i uspokoiła się dopiero jak całą Ją wsadził do kąpieli do wanny.....