reklama

Czerwiec 2011

Hej

Byłam dzisiaj jak co dzień w pracy.Ja powinnam się tam chyba spakować i przeprowadzić oszczędziłabym sobie czasu i kasy na dojazdy.W końcu i tak mam wrażenie ,że ciągle tam jestem:angry:heh życie...
Nie wspominam o tym ,że jak zawsze zasnęłam przy Gracji i obudziłam się z pół godziny temu ot tak nagle sama jak wyrwana ze snu ze świadomością ,że trzeba iść z psem:dry:Oj dziewczyny mówię Wam jaka się czuję nieogarnięta ostatnio!!

forever zazdroszczę Ci zorganizowania kurcze ja przy Tobie to totalny haos...Bardzo lubię czytać Twoje "uporządkowane" wpisy :tak:

ironiajak tam emocje opadły trochę??Też się tam zastanawiam czy nie łatwiej i oszczędniej by Wam wyszło jednak poprzycinać drzwi zamiast wymieniać ościeżnice.U nas też krzywe strasznie ale docinaliśmy drzwi pod kątem krzywych ościeżnic i futryn.

moon, trasia u nas burza włosów na głowie a czasem jak ubiorę w coś mało dziewczęcego i bez spinki pytają czy to chłopiec czy dziewczynka :-pwięc relaks...czasem może Gracka być Gracjanem:-pZa to Igor miał buzię bardzo dziewczęcą już jako 2-3 latek miał strasznie długie rzęsy ale takie naprawdę długieeee...ma je do dziś i oczy ma śliczne duże czarne.Niejedna dziewczyna może mu pozazdrościć.Co do koloru różowego to u nas w garderobie Gracjany ten kolor się pojawia aczkolwiek nie dominuje.Często jakiś dodatek "dziewczyński" jest w jej codziennym ubiorze:tak:

trashka,forever ja też kocham zestawienie różu(zwłaszcza brudniejszego) z brązem a także z szarością...

Madzioolka ok w takim razie trzymam od jutra &&.Wiem kochana co oznacza czas oczekiwania na sam wynik.Niby nic a stres jest.Będzie ok zakoduj i tak będzie zobaczysz :*:*A jak się Maja miewa??Ostatnio coś mało Cię tutaj tak jak i mnie Z resztą :-p

andariel z tą pracą to mocny dylemat macie no ale jak zawsze jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o...kasę.Sama nie wiem na co bym się zdecydowała na Waszym miejscu bo to zależy od Waszej obecnej sytuacji finansowej.Jeśli Wam b.ciężko już na jednej pensji i to jedyne rozwiązanie to chyba bym się zdecydowała na taką pracę i liczenie się z częstszymi wyjazdami.Wiem po sobie jak zawsze zarzekałam się ,że nigdy nie puściłabym mojego D samego do pracy za granicę a w sytuacji kiedy praca "sama przyszła" pojechał.Raz na 3 mies do Niemiec a pozniej do Norwegii.Swoją drogą żałuję ,że w Nor nie wyszło na dłużej bo tam bym chciała zamieszkać!!
 
reklama
Witam porannie
za oknem szaro i niemiło, ciężko widze dzis spacer- oszalejemy w domu z Matim kolejny dzień jesli nie da sie wyjsc :-(

Mati przespał ładnie nocke (ja w salonie, na posterunku w pokoju tata) i o 5:30 wyladował w łózku z tatusiem i sie chicholił i cały czas przytulał do taty jak jeszcze nigdy, a potem gdy G sie szykował do wyjazdu nie odstepował go na krok...
G juz pojechał a ja pierwszy raz od bardzo bardzo dawna sie popłakałam patrzac jak ten mój kochany Mati z żalem patrzy przez okno na odjezdzajacego tatusia...
jeszcze teraz mi łzy w oczach staja jak sobie przypomne jak chodził za nim rano wszedzie i ciagle tylko patrzył czy za daleko nie odchodzi...
jednak takie dzieciaczki rozumieja bardzo, bardzo duzo

ale od rana wam nasmęciłam :-(
oj chyba kiepski dzień dzis bedzie i jutro pewnie tez...

wam życze miłego weekendu :tak:
 
Hej!!
Nie nadrobię Was, chyba, że później :-p Ogólnie po badaniach wczoraj ok. Wszystko w porządku. Dzidzia większa, bo już 9 cm ma :-) i termin mi przesunęli na 12 marca. Najważniejsze, że zdrowa. Jajek nie było widać, więc dalej mam nadzieję, że to dziewczynka :-D Teraz więcej nie popiszę, bo za chwilę jedziemy do Bielska, więc na razie się żegnam.
 
Jajek nie było widać, więc dalej mam nadzieję, że to dziewczynka :-D
asinka:rofl2::rofl2::rofl2: super, że wsio jak należy! w sensie, że zdrowiutkie i odpowiednio duże bobo Twe:tak:
my dziś planujemy skok na blue city w celu zakupienia butków dla Leo (chciałabym coś Emela wybrać), może Ninka sie tez załapie przy okazji; no i jak czas pozwoli to coccodrillo i kaloszki (dla Niny takie czarne w kolorowe groszki mi się podobają);
dopiero co pisalam, że Leo na spacerach na szczęście jeszcze nie biega, a tu wczoraj jak nam pokazał swe możliwości to padłam... łapserdak jest niezły, ale taki uroczy! i ma skubany cos takiego w sobie, że się ludzie do niego uśmiechają, zagadują itd. (ponoć jak byłam mała to tak na mnie reagowano, gł. z uwagi na burzę blond loków skaczących wokół głowy):-D na Ninkę tak nie reagowali jak była mała, bo zazwyczaj się nie uśmiechała tak często jak Leo; za to teraz ludzi zagaduje (i opowiada co u nas słychać);
katamisz - jak czytam Twoje wpisy o tym jak padasz zmęczona, jak jesteś nieogarnięta itp., to mam przekonanie, że miałabym tak samo przy opcji pracy... współczuję! może ta wczesna jesień tak rozstraja jakoś... i podobnie jak Ty, lubię uporządkowane wpisy forever - bo wtedy myślę sobie: weź się w garść, kobita daje radę, a tyle ma na głowie, a Ty co!:-D

rozterek zawodowych M. ciąg dalszy; głównym plusem sytuacji jest fakt, że moglibyśmy wtedy wrócić do rodziny; nie potrafię sobie nawet wyobrazić jakie to musi być fajne, taka świadomość, że jak coś się złego dzieje, można zadzwonić do jednej czy drugiej babci, poprosić o przypilnowanie dziecka itd. Tutaj wobec takich sytuacji jak choćby poród Leosia czy nawet jego ostatnia akcja z noskiem od razu jest mega-kombinowanie co i jak spiąć, by zająć się należycie Leonem, a jednocześnie zminimalizować stres Nince, która wtedy staje się podrzucanym dzieckiem... nie jest to fajne uczucie; albo inna akcja - moja koleżanka ostatnio dostała tel. z przedszkola, że jej córka zwymiotowała bidula i to od głowy do stóp, z obuwiem włącznie; a że była to pora drzemki i mała była w piżamce, to inne dzieci leżały, a jej panie kazały tak stać i czekać, aż odbiorą ją rodzice; w naszej sytuacji oznaczaloby to tyle, że Nina stoi i czeka... min. 1,5 godz. Nie chce tak, cholera. I oczywiście, zawsze jest jakaś opcja, bo można się przeprowadzić do samej W-wy, albo mogę podjąć pracę tutaj w Pruszkowie by być blisko dzieci, ale jednak zawsze z tyłu głowy jest ta myśl, że gdzieś tam, 450 km dalej, są nasze rodziny; i że czasem my ich, a czasem one nas potrzebują, a jak jest sie tak daleko, więzi się niestety rozluźniają... dobra, nie zarzucam Was więcej swoimi rozterkami, bo mogłabym tak długo pisać...

mamoM - oby jednak dzień przyniósł coś fajnego i poprawiającego nastrój!

a jeszcze odnośnie mylenia chłopców z dziewczynkami - jak wracaliśmy z Kołobrzegu przez Gorzów do domu, zajechaliśmy do lek.by zbadał Ninkę z uwagi na to, że dostała nagle gorączki nad morzem; a lek. chciał chyba zabłysnąć i przy naszym wejściu wita nas słowami: "ooooo proszę, Leon do mnie przyszedł":baffled:bo ma również jego kartę i chyba nie zauważył, że coś rocznikowo nie specjalnie się zgadza:-D
 
Katamisz - jakie zorganizowanie :szok: ciąąągle jestem w niedoczasie z czymś, wczoraj nie wyniosłam nawet na pocztę wszystkich listów, które planowałam bo się nie wyrobiłam po prostu przed zamknięciem :no: A w domu nieustająco mam tak jakby przechodził co chwilę huragan Krystyna, szczególnie w gabinecie - Silva:zawstydzona/y: ....
Coś wiem - pamiętam z przeciążowego okresu - odnośnie mieszkania w pracy, dobrze tylko że mam blisko - piechotą kwadrans, autem 5 - 7 min. więc nie opłacałoby się zostawać. :-p Ale wtedy było lepiej choć z zawodowym ogarnięciem. :dry:
Andariel - wogóle nie czuję się wzorem tylko przede wszystkim okropną bałaganiarą :zawstydzona/y:I ostatnio coraz mniej się mi chce.:baffled: Udanych zakupów, czarne kaloszki z różowe - no właśnie :confused: - kropki też niczego sobie. A pan doktor bystry jak woda w klozecie no i do okulisty sugeruję pójście - nie widzę podobieństwa Ninki do Leona ale mam wadę wzroku.
Asinka85 - i tak trzymać, bez jaj ;-)
A Młoda wciąż śpi :szok: Miałyśmy jechać przed pojechaniem na działkę na BioBazar no ale raczej sobie odpuścimy w tej sytuacji...
Dach będą też jutro robić, skończą wtorek - środa, więc Mamy nie przywożę do Wawy.
 
Ostatnia edycja:
u nas wszyscy zasmarkani:baffled: na poniedziałek zamówiłam nianię bo nie widzę młodego z zatkanym noskiem w żłobku- jeszcze by kogoś zaraził;-)


bylismy w sklepie, dom ogarniamy i zrobilam dzis garkuchnie czyli:

indyk pieczony w piekarniku w ziołach i papryce z ryżykiem i buraczkami
zupka pomidorowa na skrzydełkach z ryżem i marchewką
i do tego kompocik z truskawek ktore znalazlam w zamrazalce :-D:-D


troszke beni oskubał skrzydełka wiec super powoli zaczyna jesc bo od tygodnia jest dramat potrafi nic nie jesc oporcz mleka i kaszki :nerd::-(:-(


zaraz uśpimy gada i siadam do pracy bo od poniedziałku sama prowadze sklep:szok: zero wsparcia:nerd: a do tego mam pod sobA 60 letniego dziadka ktory ma wielkiego focha ze taka gówniara 25 letnie jest osobą decyzyjną w firmie a on nie pomio ze jest ojcem właściciela :-D:-D life...
 
Kochane proszę o modlitwę...
Wczoraj moja mama zasłabła, straciła przytomność, wzywałam karetkę, w szpitalu po tomografii stwierdzono bardzo dużego guza mózgu, który powoduje silny obrzęk... na początku przyszłego tyg będzie rezonans który wykaże jak bardzo jest źle.... mama będzie miała operację...
Wróciłam właśnie ze szpitala, jestem załamana.....
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry