Tusenfryd18 - od kiedy wróciłaś do pracy ? No i jak się uchowałaś z zaległym urlopem ? To na północy takie małe dzieciaczki już do przedszkola ? Napisz proszę coś więcej jak to wygląda, jestem ciekawa.
HeHe,ano sięuchowałam jakoś. Poszłam do pracy w marcu po macierzyńskim i urlopie za zeszły rok.W wakacje wziełam 3 tygodnie i jeszcze mam dwa teraz wykorzystuje czwarty tydzien a piąty nie wiem może jakoś zaraz przed swietami.Najgorsze jest to że nie mogę go przełożyć na nastepny rok,a zaraz w styczniu planuje ferie.
Tutaj nie ma żłobków,przedszkola są podzielone na kilka grup gdzie znajdują sie oddziały dla maluszków.
Działa to podobnie jak w polsce,otwarty jest od 7 do 17.Z tym że dzieci dużą częśc spedzaja na dworzu. Kiedy ja pracuje na popołudnie to zaprowadzam go na 8.30 wtedy jest posiłek który sama przygotowuje w domu,kanapeczki ,jogurcik,owoce około 9 wychodzą na zewnątrz wracaja po godzinie , w zależności od pogody, jedzą nastepny posiłek okolo 11 i idą spać.Większośc spi w wozkach na zewnątrz.Po spanku jedzą i wychodzą znowu na godzinkę.Podobno nie wychodzą tylko wtedy kiedy jest więcej niż -10 stopni(dotyczy to tylko maluszkow).Raz w tygodniu maja sale gimnastyczną,innym razem przychodzą do nich starsze dzieci ,są wycieczki .
Myśle że wiekszej roznicy nie ma ,jedynie taka że musiałam sie zaopatrzyć w sporą ilośc dobrej wełnianej odzieży,specjalnych kombinezonow na deszcz śnieg i odpowiedniego obówia.
Narazie mało choruje ,nie znaczy że wcale.Ale bez poważniejszych chorób sie obyło.
Przechodził min.trzydniowkę(kiedyś sie tak mowiło na wysoką temp.trwajaca 3 dni bez innych oznak),i zapalenie spojowek.
Ot to tak w skrócie.
Trasia jeśli chodzi o standardy w przedszkolu,to zadowolona jestem z opieki tak jak pisałam jesli natomiast chodzi o wyposarzenie,to żadnej rewelacji.Zwykłe proste,zabawki niewielka ilośc.Tutaj głowym celem jest kreatywnośc dziecka,oraz opiekunek.
Np. ostatnia grupa w tym przedszkolu jest podzielona na dwie,i w zależności od dziecka może być ona przydzielone do grupy gdzie dzieci przebywaja całymi dniami na dworzu ,gdzie nie ma typowego placu zabaw.Jes to takzwana dzialka polożona w samym lesie,dzieci majado dyspozycji jedynie paliki drzew,male siekierki z ktorych robią rożne rzeczy,jest domek na drzewie,i wszystko to co znajdą w lesie jest do ich dyspozycji.posiłek jedzą na dworzu,maja specjalne paleniska gdzie podgrzewany jest posiłek.około jednej do dwoch godzin są w pomieszczeniu dzie nie ma zabawek,jedynie kredki ,farby,modelina kartki papieru.
Może to wzbudzić szok u niektorych,u mnie też na początku,ale kiedy zadawałam pytanie Norwegom ktorzy chodzili to takich grup to wspominali to bardzo dobrze,wręcz dziwili się ze zadaję takie pytanie i pytali "A to w polsce tak nie ma???)
Myśle że to kwestia kutury i wychowania.Ja się muszę do tego dostosować ,co wcale mi nie przeszkadza bo jestem jak najbardziej za taką formą aktywności,może dlatego tu ludzie malo chorują i dlugo żyja.
