• Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij

reklama

Czerwiec 2011

hej
ja na L4 od dziś masakra lekarz powiedział, ze juz mocniejszego antybiotyku mi nie da bo mi wątroba padnie :baffled: wysyła mnie do laryngologa, dzwonie do różnych poradnia tam terminy na -STYCZEŃ 2014 !!!!!!!!!
totalna porażka!!!!!
w jednej poradni mi babka powiedziała, że jak przyjde jutro przed 7 i powiem, ze na cito to może zarejestrują mnie na jutro a tak to połowa października !!!
brak słów...

Silva ja tak miałam przy Matim jak piszesz 3, 6 tyg i potem 3 m-ce - mega głód!!!
 
reklama
dziewczyny sorki ale u mnie jakoś brak weny do pisania na głównym...
Silva nie miałam więc nie doradzę, ściskam na odległość i trzymam kciuki za laktację!!!
kati pozostawię bez komentarza służbę zdrowia...:crazy: zdróóówka!!!

aha andariel niezły avatar:-D jak dzieciaczki-marudki???
 
pisze z tel więc będzie krótko:)
Silva ja niestety doskonale wiem o czym piszesz. miałam tak z Marysia ale w mniejszym stopniu, od ok 3 miesiąca. za to z Szymusiem było tak cały czas od trzeciego tygodnia. cały czas chciał jeść, po kamieniu dalej głodny, ja nie miałam mleka i tak w kółko. dla mnie to był koszmar i niestety nic się w tym temacie nie zmieniło. bywały lepsze i gorsze dni ale generalnie nie najadał się moim mlekiem. jadł co godzinę przez 3 miesiące. życzę ci z całego serca żeby to był chwilowy kryzys, bo takie bywają. dzidzia rośnie i potrzebuje więcej mleka. twoje piersi powinny się na to szybko przestawić i zwiększyć produkcję. z teorii jestem obkuta:/
 
Silva taki kryzys się zdąża, tak jak piszesz - 3tydzień i 3 miesiąc, tak mi mówiła położna jeszcze w szkole rodzenia i koło 3 m-ca u nas się to sprawdziło. Mówiła wtedy żeby przystawiać często żeby się znów rozkręciło, kilka dni tak się "przemęczyć" i potem już gładko i tak było u nas :) powodzenia &&&

A mi udało się dostać na bezpłatne warsztaty fotograficzne "Dziecko w obiektywie" JUPI :-):-):-) Od pewnego czasu korci mnie by się trochę podszkolić bo póki co zdjęcia umiem robić tylko na automacie więc żaden wyczyn a skoro w domu leży i nikon i canon to czemu by z nich nie skorzystać :)
Trafiłam ostatnio na stronę lubelskiej fotografującej mamy i przepadłam bez reszty Mama FOTO-obiektywna :)
 
czesc

ale leje i leje, i do tego zimno, więc sporzątam dziś w domu:)

madziolka super blog, ja też lubie robić zdjęcia,ale nie mam super aparatu tylko taki jakiś zwykły w porównaniu do waszych ale staram sie coś kombinować:) podpatruje aestime troche:) zazdroszcze tych warsztatów

kati zsotaje tylko wsiąść sprawy i zdrowie w swoje ręce, zioła zioła i jeszcze raz zioła!!!!nie dawaj się

sylvia oby kryzys szybko minął!!!!moja tesciowa za dotykanie mnie by chyba po łapach dostała. nie nawidze jak mnie ktoś dotyka(no oprócz męza i dzieci)!!!!!! a mam takie szczęście,że nie wiedzieć czemu ludzie mnie ciągle dotykają:cool:
 
Fajowo, Madzioolka! Gratuluję:-)i naprawdę szkoda tych 2 dobrych, ale nieużywanych choćby w 50%swych możliwości, aparatów:tak:

kati okropne takie błędne koło chorób, a najgorsze to, że te wszystkie antybiotyki zostawiają ślad i trochę się będziesz musiała napracować by wrócić tak wewnętrznie do formy. Ale kochana, zaczynasz działać, więc będzie tylko lepiej! (odnośnie przepisów Ciesielskiej tylko Cię uprzedzam, żebyś dawała - przynajmniej na początku - dosłownie śladową ilość chili, bo ona jej strasznie dużo daje i nawet mnie, która lubi ostre potrawy, "pali rura"). A na tę chwilę radziłabym Ci przyrządzać te herbatki z tymiankiem i imbirem, żeby się pożądnie rozgrzać od środka. Albo trzaśnij imbirówkę czy nawet kilerkę (jak będziesz żainteresowana prześlę Ci przepis, bo w książkach jest, a Ty jeszcze chyba ich nie masz, prawda?).

Felkaa - dzięki, że pytasz - marudy ok. Dziś było ciut nerwowo z rana bo jak muchy w smole się wszyscy ruszaliśmy, a Nina na wszystko ma czas itd. A nie znoszę potem gnania do p- la i ciągłego pospieszania ich, niestety tak to dziś wyglądało:confused2:

Poza tym jestem przed @ i tykam niczym bomba, do tego kulinarnie knocę - np.wczoraj nagotowałam 4l kartoflanki 5p, z zamysłem by mieć na 2 dni obiad z głowy, a tymczasem tyle sypnęłam ostrych przypraw, że ciężko to przełknąć. 2 godziny stania przy kuchni na marne, można rzec.

A po lekturze Szafy Tosi jakiegoś doła mam. Tzn.nie mogę się do końca odnaleźć w "nie-swojej" przestrzeni, na tym wynajętym mieszkaniu. M.ma podobnie, tyle że on tu generalnie w G.kompletnie się nie czuje.
 
andariel rozumieim cie z tym mieszkaniem, nie ma to jak swoje kąty i robienie wszytskiego dla siebie i po swojemu. nasze mieszkanko jest malutkiem jak na nasze potzreby i nowej lokatorki niedlugo i wiem,że nas czeka remont poddasza ale na razie sie wlasnie ciesze,że choć na tym malym metrażu moge robić po swojemu i dla nas.
a macie w planach zakup swojego mieszkania?
 
Marta - tak, kiedyś tak, ale pytanie: gdzie? I warunek: sprzedaż tego w Pruszkowie, bo w drugi duży kredyt się nie wepchamy, nawet gdyby były spore dwie pensje (no chyba, że kurs nieco spadnie, tym samym rata zmaleje i nie będziemy musieli tyle dopłacać do utrzymania tamtego mieszkania). A żeby tamto sprzedać, frank nie może stać tak wysoko... wolę się nie zastanawiać, szczerze mówiąc:/
 
No ale teraz, póki dzieciaki jeszcze małe i nie wymagają oddzielnych pokoi to ok, tylko że jak już Ninka pójdzie do szkoły, będzie potrzebowała biurko itd., a wtedy tutaj na pewno się nie pomieścimy (zresztą wcale bym nie chciała). Nie wiem, teraz przez następny rok raczej nic się nie zmieni, potem zobaczymy.
 
reklama
Generalnie chyba w mniejszych miastach bardziej widać ile ludzi ma kłopoty finansowe. Jak widzę ile tu rodzin zapiernicza od świtu do świtu - rodzice się praktycznie nie widują, bo jedno idzie na jedną zmianę, inne na drugą, a w tym wszystkim jeszcze trzeba zawieźć i odebrać dziecko/ dzieci z instytucji typu p- le /żłobek itd... Za kiepskie pieniądze, żeby była jasność, bo pracodawca doskonale wie, że taki pracownik nie zmieni pracy, bo po prostu nie ma tu tylu firm, a etaty załatwia się raczej "po znajomości" niż w wyniku pożądnej rekrutacji. Nie mieszkają w swoich mieszkaniach tylko albo z rodzinami (co ma wiele minusów, jak wiadomo) albo w jakichś tbs-ach czy jak się je zwie. Nie nastraja to pozytywnie:/ i powiem szczerze, że mimo, iż zawsze zarzekałam się że nie wyjadę z Polski, przyszła mi taka myśl do głowy.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry