hej... (zieeeeeew)
wczoraj Marcin pojechał na szkolenie, ja sama z bąkami. Po południu przychodzi moja mama żebym mogła do pracy iść... generalnie ok. Dzieci osobno bardzo grzeczne, razem trochę gorzej. A że są razem cały czas no to cóż. Relacje między nimi na pewno są lepsze niz były, ale daleko nam jeszcze do normalności. Wczoraj byłam z dwójką na spacerku pod górami, wstapilismy na miejskie błonia. NIemal cały dzień w plenerze. Wieczorem próbowałam ich choć odrobinę przestawić na czas zimowy, ale poszło marnie. opóźniłam im kąpiel, ale za to po kapieli padli jak muchy i zasnęłi przed 19

Szymuś nawet nie miał siły zjeść kaszki. Zatem tak jak przypuszczałam - nocka i poranek były mocno średnie. Wstawałam do nich chyba 20 razy, jestem totalnie wykończona. po cholerę ta zmiana czasu...
co do chorób - Marysia doszła już całkiem do siebie, dziś rano szymuś obudził się z gorąćzką więc cały dzień jesteśmy uziemieni.. w taką pogodę!

Ale Szymusiowi na 90%obstawiam gorączkę okołozębową, dziś przebił sie pierwszy ząbek, drugi też już prawie przebity. Jednak jak na typowego faceta przystało marudzi i jęczy przy tym starszliwie. Marysia jak się przewróciła, uderzyła, to od razu wstawała i nawet nie zauwazyła że coś się dzieje, a on tak celebruje wrzaskiem każdy upadek. Silna płeć, nie ma co.
ja śladami adnariel również witam absolutnie wszystich ;-)