witam wieczornie.
Od piątku wieczór znów walczymy z katarem u młodego. Kinol ma zatkany na maksa, a nic nie leci. Odciągać też się nic nie udaje, nawet po konkretnym nawilżeniu wodą morską. No co za ciort to ja nie wiem. Pierwszy raz ma taki katar. Dwie nieprzespane noce już za mną bo budził się z płaczem co 30 minut bo oddychać nie mógł. No masakra.
I żeby tego było mało to wczoraj o mały włos i byśmy chyba zabili nasze dziecko. Młody nie chce brać żadnych leków. Podanie Lipomalu graniczy z cudem niemalże, ale wapno to już katorga do potęgi entej. Więc K wymyślił, że podamy mu to wapno wczoraj wieczorem strzykawką. I jak poleciało to prosto do gardła. Szymek przestał oddychać, otworzył tylko buzię i nie mógł złapać oddechu. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i pomogliśmy mu, ale strachu się najadłam co niemiara. Po położeniu go spać przez godzinę jeszcze się trzęsłam.
I stwierdzam, że zamiast idiotycznych szkół rodzenia to powinno się organizować obowiązkowe kursy udzielania pierwszej pomocy dziecku. Bez ukończenia takiego kursu nie powinno być wypłat becikowego na przykład. To chociaż faktycznie może okazać sie pomocne.