Dmuchawiec - Gratulacje
Keri - przykro mi z powodu dodatkowych wydatków
Ja znowu po d**ie

Miałam mieć pracę na zlecenie, a takiej firmie szkoleniowej. Wczoraj byłam na szkoleniu - zobaczyć jak ono wygląda, żeby wiedzieć co mówić "klientom", dzisiaj był jego ciąg dalszy... Rozmawiałam wczoraj z "szefem" umawialiśmy się na dzisiaj, na rozmowę żeby ustalić szczegóły - ja miałam przygotować ew. pytania, i umowę, on odpowiedzi - takie wdrożenie do pracy. Przez dwa dni szkolenia zapisywałam swoje pytania, pomysły. Dzisiaj od 10 tam siedziałam, 7 godzin, po czym na "szefa" trochę poczekałam bo go nie było, a miał przecież być... Przyjechał o 18 :/ i powiedział, że rezygnujemy ze współpracy... A jak się zapytałam kiedy podjął tę decyzję to powiedział, że z godz. temu - a przecież mnie człowiek nawet dzisiaj nie widział... a na pytanie dlaczego, nie umiał nawet dobrać słów i podać chociaż jednego jasnego powodu...


I jeszcze wzrokiem po ścianach wodził, zamiast na mnie. Dodał tylko, że ma nadzieję, że nie będę mieć żalu, phi! Zdenerwowałam sie nieco i mu powiedziałam, co o tym myślę, aczkolwiek kulturalnie. Wściekła jestem - wymarzłam tam niesamowicie - problem z ogrzewaniem, potaszczyłam skrzynie, a ze 20 kg każda, i tylko się modliłam żeby maleństwu nie zaszkodziło, a tu takie buty.
No i oczywiście starcie z moim, bo wczoraj zdążyłam jeszcze w jedno miejsce podjechać i byłam w domu wcześniej niż dzisiaj, a on obiad zrobił. Tylko, że kurde szkolenie dzisiaj trwało od 10 przez 7 godzin + czekanie na gościa i dojazd 40 min w jedną stronę, - czyli normalne 8 godzin "pracy", a wczoraj szkolenie skończyło się o 16... A on pokrzywdzony bo obiad zrobił, a raczej kolację... Ale huk, nie zamierzam się tłumaczyć. Oczywiście z powodu mojego "późnego" powrotu wypił już 3 mocne piwska... No nie mam siły... Psychicznie siadam...
A jeszcze dołożyli swoje "teściowie". Swojego czasu się trochę pożaliłam "teściowej" na W., że to jest nie tak, a coś innego ok. Sama zresztą na niektóre rzeczy przytakiwała - zna go dłużej. No i co się okazało...? Swojemu kochanemu mężowi podczas ich kłótni powiedziała, że na W "nawalałam jaki to on niedobry"... Czyli jak się domyślam powybierała to co było jej potrzebne do swoich racji. Szkoda, że nie powtórzyła, że prosiłam o pomoc w kwestii alko... No i znowu wychodzi, że ja jestem ta najgorsza, a wokół sami święci!!
O...i posmęciłam. Dziękuję za uwagę...
