Dzień dobry kochane.
Za nami koszmarny dzień :-(
Wczoraj byliśmy w Łodzi, z Laurą u lekarza. Wizytę mieliśmy późno b ona 18:30 więc najpierw pochodziliśmy po sklepach. Oczywiście nie kupiłam nic z tego co chciałam ale to jeszcze nic

Jechalismy już do lekarza jak nagle na skrzyżowaniu przed parkingiem na którym zawsze stajemy zaczęło nam się parować z pod maski. M. zjechał szybko na chodnik a tam nam wywaliło cały płyn od chłodnicy bo jakiś plastik pękł :-(
Laura zaczęła wyć. Auto zepsute. Zaraz wizyta u lekarza, do domu daleko. Masakra. Miałam ochotę stanąc na tym chodniku i wyć razem z nią. Niestety dalej nie było lepiej. Wzięłam tą marudę i poszłyśmy do lekarza a M. został przy aucie i coś tam próbował lepić.
Laura jak się rozwyła o 17 tak nie mogłam jej uspokoić przez 2,5 godziny, U lekarza było opóźnienie. Ona śpiąca a zasnąć tam nie mogła. Płakała cały czas a ja już nie wiedziałam co robić. Gdy już myślałam że zaśnie to zaczynała znów płakać :-(
W końcu po wizycie zjadła 90ml mleka bo wcześniej wcale nie chciała jeść i jak wróciłyśmy do auta zobaczyła tatusia i jej przeszło.
M. pokleił ten plastik czy rurke klejem i taśmą i jechaliśmy do domu 60km/h ale dojechaliśmy! Na szczęście całą drogę Laura przespała. Wróciliśmy do domu to tylko wypiła mleko i poszła z powrotem spać.
Nam się spać odechciało

Po 2 jeszcze nie spałam a Laura wstała po 5.
Mam dość. Jestem uziemiona. M. w pracy a ja sama z marudą.
A to cholerne auto musimy podremontować i sprzedać bo ciągle coś się psuje :-(
Przepraszam że tylko o sobie ale mam dość
