Dziewczyny ratunku

:-(
Wyobraźcie sobie, że wróciłam po pracy do domu, nawet wcześniej, żeby się spokojnie wyrobić na wizytę i okazało się, że mam jakieś plamienie brązowe na wkładce, załatwiłam się i normalnie czerwona krew ze skrzepem mi poleciała :/ Przeryczałam pół h, dopóki mój J. nie wrócił. Pojechaliśmy do lekarza i ogólnie zarodek jest w porządku, względem wielkości wychodzi jakby ciąża była 6t1d, a od okresu dokładnie 7 tydzień, tzn tak jakby już 8 leciał. Ale okazało się, że zarodek się rozwija, serduszko bije (ale powiedziała, że do 10tyg nie powinno się go słuchać, bo można coś uszkodzić i dla bezpieczeństwa mi odradziła, ja się nie znam na tym;/), pokazywała tylko na monitorze jak bije. Ale najgorsze jest to, że pęcherzyk, w którym rozwija się dzidzia jest za mały względem zarodka

Zarodek ma 5mm, a pęcherzyk 11mm, czyli wiek zarodka jest 6t1d, a pęcherzyka wychodzi na 4t6d :/:-( Ginekolożka powiedziała, że jest 50 na 50 szans, zdarza się, że pęcherzyk dorośnie do zarodka, ale zdarza się też że nie i wtedy są poronienia

Przepisała mi Duphaston i kazała brać. Jeżeli będzie jeszcze krwawienie w ciągu tego tygodnia to mam iść na ponowne USG za tydzień, jeżeli nie to za 2 tyg mam przyjść. Ale powiedziała też, że jeżeli komórki się źle podzieliły to już nawet Duphaston nie pomoże
Wróciliśmy do domu, siedze i ryczę, w pracy zjadłam tylko jedną kanapkę, głodna byłam, a teraz to już mi się odechciało jeść

Mam 2 tyg zwolnienia i mam odpoczywać, nie to, że leżeć plackiem, ale odpoczywać sobie i nie nosić ciężkich rzeczy. Jutro jeszcze mam zrobić betę i w sobotę :/
Tak bardzo chcemy tej dzidzi
