Palindromea
Fanka BB :)
No nareszcie u nas można powiedzieć, że u nas zima
Wczoraj pod wieczór zauważyłam, że zaczęło padać na dobre i dziś już jest z czego robić bałwany. Choć ja chyba nie potrzebuję - mam jednego w domu :-(To chyba najgorsze Mikołajki w moim życiu - i marzę, żeby ten dzień już się skończył.
Niby Aro nic nie zrobił: wstał z budzikiem, przygotował się do pracy (dziś służba 24 h go nie będzie) i resztę czasu przed wyjściem wolał dospać (wiem, że lubi spać i nie znosi porannego wstawania) niż choć pogadać ze mną (nie wymagałam dużo - niech sobie śpi, ale dosłownie 5 minut mógłby poświęcić Nam). Ale mu i tych 5 minut szkoda nie przespać ("przepraszam, że chce mi się spać") No i doprowadził mnie do takiego płaczu, że ponad godzinę się zanosiłam (stłumiłam trochę, żeby nie słyszał wychodząc, bo jeszcze byśmy się pokłócili). Nie pamiętam, kiedy ostatnio mnie tak wzięło na płacz (i nie tylko w ciąży, ale też długo przed). Dopiero jak do mnie dotarło "Mikołaj czuje" jakoś powoli zaczęłam się uspokajać i wracać do jako takiego stanu. Ale teraz złapała mnie deprecha - nie mam na nic ochoty (o i znów mi się łzy zbierają): wstać z łóżka, jeść, pić. Nawet siku mi się odechciało. Umówiliśmy się, że żadnych prezentów sobie nie robimy (zaszalejemy na święta). No i ostatnio kupił sobie tego pada, klucz do gry - uznaliśmy, że to mikołajkowy prezent. Ale takie kompletnie nie święowanie mi sie nie podoba - więc wrzuciłam nam do butów po małym czekoladowym mikołaju (no przecież to takie prawie nic) - rzucił go na podłogę przed wyjściem.
Czy ja naprawdę wymagam tak dużo od niego? Staram się nie być pępkiem świata, ale w tym mieście czuję się jak na wygnaniu, w tym domu czuję się jak w bunkrze. Wychodzę tylko do lekarza albo po zakupy - ale to nie to samo, co usiąść z kimś przy herbacie i pogadać o pierdołach. Czepia się czasem o forum BB (że ciągle na nim przesiaduję) - ale to teraz właściwie mój jedyny kontakt z ludźmi. Dziwi się, że jak jedziemy w rodzinne strony to mamy bardzo intensywne dni, że go wszędzie ciągam - ale chcę się spotkać z ludźmi, a nie tylko siedzieć w domu (to mamy na co dzień tutaj). Jestem domatorką, ale w granicach rozsądku.
Przepraszam, namarudziłam, ale musiał w końcu się wygadać. Może to mi trochę pomoże i się wezmę za siebie i jakoś przetrwam ten dzień. Dobrze, że choć Mikołaj jest dziś ze mną...
Smile - trzymam kciuki i czekam na wieści (dobre wieści).
U mnie zawsze się mawiało "Nie klep kobiety po pupie, bo będzie miała dzieci głupie". Z mdłościami to tylko słyszałam, że im większe, tym mniejsze prawdopodobieństwo poronienia. Więc wychodzi, że jestem w grupie ryzyka, a moje dziecko miałoby niższy IQ. No cóż - trudno, ważne, żeby zdrowe było...
Wczoraj pod wieczór zauważyłam, że zaczęło padać na dobre i dziś już jest z czego robić bałwany. Choć ja chyba nie potrzebuję - mam jednego w domu :-(To chyba najgorsze Mikołajki w moim życiu - i marzę, żeby ten dzień już się skończył.Niby Aro nic nie zrobił: wstał z budzikiem, przygotował się do pracy (dziś służba 24 h go nie będzie) i resztę czasu przed wyjściem wolał dospać (wiem, że lubi spać i nie znosi porannego wstawania) niż choć pogadać ze mną (nie wymagałam dużo - niech sobie śpi, ale dosłownie 5 minut mógłby poświęcić Nam). Ale mu i tych 5 minut szkoda nie przespać ("przepraszam, że chce mi się spać") No i doprowadził mnie do takiego płaczu, że ponad godzinę się zanosiłam (stłumiłam trochę, żeby nie słyszał wychodząc, bo jeszcze byśmy się pokłócili). Nie pamiętam, kiedy ostatnio mnie tak wzięło na płacz (i nie tylko w ciąży, ale też długo przed). Dopiero jak do mnie dotarło "Mikołaj czuje" jakoś powoli zaczęłam się uspokajać i wracać do jako takiego stanu. Ale teraz złapała mnie deprecha - nie mam na nic ochoty (o i znów mi się łzy zbierają): wstać z łóżka, jeść, pić. Nawet siku mi się odechciało. Umówiliśmy się, że żadnych prezentów sobie nie robimy (zaszalejemy na święta). No i ostatnio kupił sobie tego pada, klucz do gry - uznaliśmy, że to mikołajkowy prezent. Ale takie kompletnie nie święowanie mi sie nie podoba - więc wrzuciłam nam do butów po małym czekoladowym mikołaju (no przecież to takie prawie nic) - rzucił go na podłogę przed wyjściem.
Czy ja naprawdę wymagam tak dużo od niego? Staram się nie być pępkiem świata, ale w tym mieście czuję się jak na wygnaniu, w tym domu czuję się jak w bunkrze. Wychodzę tylko do lekarza albo po zakupy - ale to nie to samo, co usiąść z kimś przy herbacie i pogadać o pierdołach. Czepia się czasem o forum BB (że ciągle na nim przesiaduję) - ale to teraz właściwie mój jedyny kontakt z ludźmi. Dziwi się, że jak jedziemy w rodzinne strony to mamy bardzo intensywne dni, że go wszędzie ciągam - ale chcę się spotkać z ludźmi, a nie tylko siedzieć w domu (to mamy na co dzień tutaj). Jestem domatorką, ale w granicach rozsądku.
Przepraszam, namarudziłam, ale musiał w końcu się wygadać. Może to mi trochę pomoże i się wezmę za siebie i jakoś przetrwam ten dzień. Dobrze, że choć Mikołaj jest dziś ze mną...
Smile - trzymam kciuki i czekam na wieści (dobre wieści).
U mnie zawsze się mawiało "Nie klep kobiety po pupie, bo będzie miała dzieci głupie". Z mdłościami to tylko słyszałam, że im większe, tym mniejsze prawdopodobieństwo poronienia. Więc wychodzi, że jestem w grupie ryzyka, a moje dziecko miałoby niższy IQ. No cóż - trudno, ważne, żeby zdrowe było...
Ostatnia edycja:
ale chciałabym żeby dzidzia była jednak troszke większa niz synek chociaż tak 3200 to wtedy troszkę juz większe bo takie co nie ma nawet 3 kilo to straszna kruszynka mąż przez 2 miesiące bał sie przebrać żeby mu czegoś nie zrobić hihi

na pocieszenie powiem ci że za rok o tej porze będzisz świętować imieniny synka :-) głowa do góry ja tez się strasznie lubie denerwować i mój m wie że pierdoła wyprowadzi mnie z równowagi i o dziwo stara się bardzo ustepuje mi i przyznaje rację nawet jak wiem że jej nie mam zmywa mi co wieczór naczynia a nigdy sie do tego nie palił jak go zjebie to sie nie odezwie a normalnie to by się odciął złosliwie a i i tak czasem znajde powód do zdenerwowania się ale zaraz stawiam sie do pionu że przecież nie chce urodzić nerwuska ;-)
