Korba, a może spróbujcie chodzić do przedszkola razem z jej ulubioną koleżanką? Wcześniej pracowałam w przedszkolu i właśnie jedni rodzice spróbowali tego - no i się udało. Julcia biegiem się szykowała, bo czekała na nią Wika i razem jechały do przedszkola (według opowieści mamy). Kiedy jechały osobno - było marudzenie. Może o pomoże, jeśli jest to wogóle jakoś możliwe.
Witaj, Tosia. Miło, że jest nas więcej :-) Też martwiłam się niewielkimi objawami (właściwie to nadal się troszkę martwię) i cieszy mnie każda "przykrość" wynikająca z ciąży. Ale ostatnio rozmawiałam z dawną koleżanką, jeszcze ze studiów. Ma termin na styczeń i mówi, że od początku nie miała prawie żadnych objawów; nie wie co to mdłości, wymioty, zachcianki, pobolewania - nic oprócz senności. I wszystko w jak najlepszym porządku. To mnie tak trochę uspokaja i pociesza, że nie zawsze musi być coś nie tak.
Po wczesnoporannych ekscesach kulinarnych, gdy A poszedł do pracy - padłam na łóżko i już mnie nie było.Spałam jak kamyczek

Zazdroszczę wam tych wizyt. Już niebawem zobaczycie swoje kruszynki. Ja muszę poczekać aż do 27 listopada. Nic się złego nie dzieje, ale chciałabym już. Już zobaczyć jego rączki, nóżki, buzię, usłyszeć serduszko. Zobaczyć jak mu się mieszka w moim brzuszku