eve916
Fanka BB :)
Dokladnie! Tam gdzie ja pracuje jest malzenstwo z Ukrainy, maja po trzydziestce, pierwszy raz przyjechali do Wloch jakies 10 lat temu, gdy ich córka miala rok, oni we Wloszech na zarobku, dziecko w domu z babcia, wtedy jeszcze byl straszny problem z permesso itd wiec oni praktycznie prze 4 lata siedzieli nonstop w Italii, nie wracajac do domu, wysylali tylko pieniadze. Dziecko mozna powiedziec wychowala im babcia, matke i ojca znalo z telefonu, owszem dorobili sie dwoch mieszkan na ukrainie, samochodu itp, ale czy to jest zycie, czy warto zyc w ten sposob, utracic z oczu swoje dziecko, nie widziec jego pierwszych krokow, pierwszych słów. Nie jest to nasza sytuacja, ale mnie przyklad tych ukrainow bardzo nurtuje, bo takich jak oni jest mnostwo, ja bym nie potrafila zyc z daleka od swojego dziecka. Mnie juz sam fakt pozostawiania go u tesciowej doprowadzal do placzu, wiedzac ze jest blisko, ze rozlaka byla krotka, bo wychodzilam z pracy na godzinke by go karmic, a i tak mialam wyrzuty sumienia.kosmitka,eve,wlasnie o taka prace mi chodzi,prace ktora przynosi ci satysfakcje..
dla ktorej warto poswiecic cos,nawet w minimalnym stopniu,
Anika a twoja szwagierka....z tego co piszesz nie ma potrzeby by pracowala, bo nie sadze, ze jako barmanka dorobila sie tego co posiada, ale ona poswiecila corke dla pracy. Zapewne corce niczego nie brakuje, materialnie...ale jest cos wazniejszego przeciez. U mnie jest podobnie, moja szwagierka, w separacji, dwojka dzieci, ona calymi dniami w pracy, dzieci albo u nonny, albo same w domu bo mama w pracy, i tak maja co dwa tygodnie taki młynek. Tez na poziom zycia nie powinna narzekac, choc narzeka;-), ale nikt przeciez nie kaze jej kupowac butow Hogan i Moncler'a, a dzieci na wakacje nie zabrac. Oj duzo by mozna pisac, duzo....
Sicilpol masz racje, po narodzinach dziecka, to ono kieruje naszym zyciem, wszystko sie kreci wokół dziecka, ale tak przeciez ma byc. Zobaczysz dasz sobie rade, jak wszystkie dajemy, jestesmy matki Polki, nie latwo nas rozlozyc
. Ja jak po porodzie poszlam pierwszy raz do fryzjera to z dzieckiem w wozku (mial cztery tygodnie) i z mezulem, nie moglam patrzec na siebie wiec musialam, mimo ze tesciowa byla chetna, ale poki mozna, lepiej radzic sobie samemu.


rano bylismy na basenie tak ze Lorenzo wymeczony zaraz po obiedzie poszedl spac i juz spi 1,5 godziny chociaz mowil ze nie chce spac