Niestety wczoraj w nocy spowrotem wylądowalismy w szpitalu!
Piotruś dostał okropnej biegunki. Nawet nie biegunki, tulko przelatywało wszystko przez niego! Zjadł tylko marchwiankę i z samego rana trochę nutramigenu - jakieś pięćdziesiąt...
Marchwianka wyleciała z niego w takiej postaci w jakiej była w butelce, później pił tylko herbatkę, bo nic innego nie chciał i leciała z niego po prostu woda. zaraz też temperatura 38 stopni. Zadzwoniłam do mojej lekarki i kazała natychmiast iść do szpitala. Swoją drogą dobrze, że mam dwa kroki. W szpitalu dostał kroplówkę, jeszcze raz wyleciała z niego woda. Mówie wam masakra. On wcale nie chce jeść tego mleka. Dzisiaj wypił 600 ml. herbaty i wcisnęłam mu 60 nutramigenu posłodzonego glukozą.
Na szczęście nie ma ordynatorki na oddziale i to już powiedziała mi moja lekarka, ktoś inny ją zastępuje póki co. Znowu mamy antybiotyk. Prawdopodobnie wypuścili go niedoleczonego, kiedy przestał działać antybiotyk zaczęło się. Na dodatek dzisiaj już ma zaczerwienione gardło, choć wczoraj było ok. Ciągle boli go brzuszek, więc cały czas masujemy, ćwiczymy i przez kilka godzin spał leżąc na mnie. Brenda na brzuszku też go kładę, to najlepsze ćwiczenia, do snu sam się tak układa, a jak go boli to jeszcze gładzę go po pleckach, żeby choć na trochę usnął.
Nie wiem co będzie dalej. Chyba trzeba iść do tych lekarzy z kasą, tylko muszę się dowiedzieć do kogo, bo jak ordynatorka wróci po weekendzie, to muszę iść do niej. A to ponoć straszna łapówkara. Cennik u niej zaczyna się od 200...
Najgorsze, że to znajoma moich teściów i w ogóle bliska znajoma rodziny mojego męża i takie rzeczy robi!
Kończę dziewczyny, bo przyszłam tylko zjeść obiad i wracam do mojego szkrabika.
Jutro napiszę wam jak się rozwija sytuacja.