Cześć. Staramy się z mężem o drugie dziecko od 8 miesięcy. Jest za mną bardzo stresujący okres i podejżewam, że dlatego tyle to trwa, ale do sedna. W tym cyklu owulację miałam ok. 20.11 (14dc, cykle zwykle trwają u mnie 27-28 dni), wczoraj w 22dc miałam bardzo lekkie plamienie, w zasadzie śluz był lekko brunatno zabarwiony. Dzisiaj już nic nie zauważyłam. Dodam też, że od jakiś 3 dni strasznie bolą mnie piersi, gdzie zwykle przed okresem nie bolą mnie w ogóle, albo odczuwam tylko lekki dyskomfort. Jestem też strasznie ospała, a mąż się śmieje już, że non stop marznę, w szczególności stopy i ręce. Nie umiem się w ogóle zagrzać, tak jakby mnie coś łapało. Myślicie, że mogło być to plamienie implantacyjne? Ja się zastanawiam czy to nie za wcześnie, bo okres teoretycznie za około tydzień, a czesto się mówi, że kobiety mylą plamienie implatacyjne z okresem. Co myślicie?