Dziękuje za twój wpis. Ja raczej nie siedze i nie płaczę, zajmuje się przyziemnymi sprawami, to nie jest tak że siedzę, wchodze w swój świat i w nim siedzę. Nie jest tak że się wyłanczam ze społeczeństwa i z życia. Byc może to się wzięło z tego że nie mam zajęcia siedze w domu, mój narzeczony za granicą, dopiero teraz jest ze mną ale jutro znowu jedzie. Trochę mnie postraszyłaś tymi próbami samobójczymi. Ja nigdy nie mialam jak juz mówiłam i mam (tak mi się zdaje) samozachowawczy stosunek do siebie. I tak idę do psychologa, to dobrze. Jestem w ciązy, jak pewnie wiesz, dopiero 4 miesiąc, może to też jest jakaś przyczyna, że mam słabszą psychike i te doły uderzają ze zdwojona siłą. Wiesz, mnie się wydaje, że to nie jest tak że ja chce coś zrobić, np. krzywde komuś itp., tylko to są takie myśli, wyobrażenia jakby i lęki z tym związane. Np. jak mnie nachodzi że wszystko co robie jest bez sensu, po co to czy tamto robić, skoro może mi się żyć nie chce, to zaraz mnie nachodza takie lękliwe myśli że może kiedyś się zabiję. Chociaz wiem że tego nie chcę zrobić. Te myśli często wracają jak coś z nimi związanego wyłapię, np. jak pisałaś o samobójstwie to już mi się wróciło. I to mnie w paniczny lęk wprowadza że może ja będe chciała się kiedys zabić. Takie bezpodstawne (chyba) lęki. Miałam kilka dni kiedy czułam sie dobrze, jak dawniej, kiedy nie miałam żadnych uporczywych myśli. Np. jest tak że jak jedna myśl mi minie, to druga sie po jakimś czasie nasuwa. I tak jest bardzo często. A czasem mam tak że po prostu wiem że te myśli są głupie i nierealne i poprostu się wyłanczam i przemijają. Wydaje mi się że ich nasilenie może wynikać z tego że lęk we mnie wywołują. I wtedy to narasta. Jak myślisz?
troche sie balam, ze przez to tez u mnie pojawia sie spowrotem moje gupie mysli ale jest ok. jak ty sie miewasz???



u ciebie nikt jej jeszcze nie stwierdzilwiec moze to banalne ale nie ma co sie martwic na zapas! poza tym, mysle, ze Twoj stan nie jest az tak powazny. moim zdaniem wiaze sie to po porstu z naglymi zmianami jakie zaszly w twoim zyciu i obawa przed tymi, ktore jeszcze nastapia... sama w ktoryms poscie pisalas, ze czujesz sie lepiej kiedy o tym nie myslisz i jestes wsrod ludzi itp. gdyby to byla depresja to uwierz mi, ze nie byloby to takie proste. nie bylabys w stanie odsunac od siebie tych mysli tak latwo... sproboj sie skoncentrowac na czyms innym, za kazdym razem kiedy zaczynasz sie dolowac pomysl o tym malenstwie, ktore w tobie rosnie, kiedy ty sie smucisz, smuci sie tez ono... jest z toba tak sprzezone i polaczone, ze odczuwa wszystkie towje nastroje:-) nie rob sonie wyrzutow, ze przez ciebie i ono sie smuci, zamiast tego wlacz ulubiona muzyke (byle rytmiczna i w miare taneczna, a nie jakies smuty
Ale wydaje mi się że po przebudzeniu umysł się też "budzi" i zaczyna swoje życie prowadzić, niestety. Czasami sama dochodze do wniosku że przesadzam z tymi myślami, tzn. z ich interpretowaniem, zajmowaniem się nimi, gdybaniem, że musze przestać i tyle. Np. często jest tak że wieczorem lepiej się dużo czuję niż rano. Jak już pisałam nastrój mi się na tyle poprawil że czasem nawet ze dostawalam sklerozy i zapominalam na jakiś czas o myślach które mnie dręczą, do póki mi sie nie przypomniało że miałam taką dręczącą myśl. Chyba za bardzo się "ekscytuję" (w sensie negatywnym) tym co wytwarza mój umysł i za bardzo poważnie do tego podchodzę. Przecież kiedyś oglądałam mnóstwo horrorów (co prawda nigdy nie lubiłam tych brutalnych oglądac gdzie krew sie lała strumieniami) i kryminalnych programów, i nic takiego, żadne myśli nie miały miejsca. Może teraz to sie trochę odbija, dlatego już nie oglądam ani jednych ani drugich. Nawet jak widze horror w tv to mnie lęk zaraz nachodzi że mi myśli wrócą. Miewam lęki, ale tylko jak mam nastrój zły ale w sumie to czasami nie umiem zdefiniowac tych lęków.