Hej,
ja też na tym forum jestem nowa. I dużo się naszukałam o depresji w ciąży. Ja jestem na przełomie 15/16 tygodnia, termin porodu 17 sierpnia 2011. Wydaje mi się, jakby to było za 100 lat.
Próbowałam zajść w ciążę od kilku lat. I ciągle się nie udawało. W końcu poszłam do lekarza, który mi powiedział, że wszystko jest ok. Ale co miesiąc dostawałam @ i płacz. Jak tylko się spóźniała, to biegłam po test i patrzyłam, czy czasem nie pokażą się 2 kreski.
I nie pokazywały się. W koszu lądowały kolejne testy i moje nadzieje, na bycie matką. Pogodziłam się z myślą, że nie będzie mi dane bycie mamą. I nagle - kiedy w moim życiu nastąpiło mnóstwo zmian - spóźniała się @. I kupiłam test. Ale kiedy odkładałam na półkę, aby się pogodzić z myślą, że na pewno jest tam 1 kreska, to oczom nie uwierzyłam. Druga kreska była blada, ale była. Pobiegłam do apteki po kilka innych, różnych. Wszystkie pokazywały 2 kreski. Chwila na którą czekałam od kilku lat zdołowała mnie. A ja chciałam się cieszyć. Skakać ze szczęścia. Krzyczeć "jestem w końcu w ciąży!". Musiałam zmienić swój tryb życia. Ale powoli zaczęłam się przyzwyczajać do tej myśli i cieszyć. Choć bardziej wkurzało mnie, jak ktoś mi szczebiotał nad uchem "ale fajnie, będzie dzidzia". Miałam ochotę walnąć.
W 6 tygodniu zaczęłam plamić. Duphaston, Cyclo3Forte i leżenie w łożku. L4 do pracy. Nawet nie zdążyłam powiedzieć szefowi, że jestem w ciąży, dowiedział się ze zwolnienia. Święta, Sylwester, moja 30-tka spędzone w domu. Potem wizyta u lekarza do którego nigdy więcej nie poszłam, który na wstępie powiedział mi, "pani poroni, ciążą rozwija się nieprawidłowo". Myślałam, że zemdleję. Następnego dnia odwiedziłam innego, który rozwiał moje obawy, ale lęk o dziecko pozostał do teraz.
Nie mam tak, jak Smandra, ja kocham moje dziecko. Ale lęk o jego życie mnie przerasta. Plamienia miałam dwa razy, w terminie w którym miałam dostać @. Od tamtego czasu z dzieckiem wszystko ok. A ja nadal się martwię. Każda wizyta w toalecie kończy się analizowanie wkładki, czy czasem nie widać krwi. Każdy ból interpretuje poronieniem. Jakoś nie dociera do mnie, że lekarz mi powiedział, że szyjka jest bardzo długaaaa, aż na 5 cm i nie problemu do niepokoju. Wszystkie wyniki mam super. A ja ? Kocham moje dziecko nad życie, ale boję się wychodzić z domu. Mam problemy z sercem, czuję czasem jak brak mi tchu i boję się, że jak wyjdę to będzie mi słabo i duszno i coś mi się stanie. Pierwsze 3 miesiące były straszne. Miałam takie mdłości, że ledwo głową ruszałam. Doszły do tego problemy z trądzikiem, więc nie wychodziłam z domu, bo miałam podziobaną twarz. Włosy z odrostami. Kiedyś dbałam o siebie, aż przesadnie. Teraz nawet dezodorantu nie chce mi się użyć. Kiedy już wyjdę z domu, to nawet kupno sobie czegokolwiek nie sprawia mi przyjemności. U mnie nie chodzi o dziecko, ale o to, że nie umiem sobie poradzić z tym, że jestem w ciąży. Moje życie zmieniło się o 180 stopni. Siedzę w domu, bo boję się wychodzić. Co prawda dużo czytam, słucham muzyki, ale i nawet to nie sprawia mi przyjemności. Nie chcę, aby dziecko to odczuwało. I tak jak Muzyka, obwiniam siebie. Ja, która czekałam tyle na Bambino - teraz zachowuję się okropnie.
Muzyka, odezwij się. Może nawzajem sobie pomożemy. Ugłaskaj dzidzię ode mnie :-)