Ja również mam nadzieję, że drugi pójdzie mi lepiej niż pierwszy. Najbardziej boję się mimo wszystko tego, czy dojadę na czas, jak ta droga mi minie, czy mnie przyjmą... Poprzednio jechałam sobie wesoło na wywołanie, na konkretną godzinkę wieczorną. Tam mi podano żel na wywołanie i następnego dnia urodziłam w okropnych bólach, przy marnym znieczuleniu "gas and air" (głupi jaś) bez nacinania , 4,2 kg córkę. Boję się, żeby następna córa nie była tych rozmiarów, ale w Polsce chyba nacinają częściej. Mimo wszystko chciałabym uniknąc nacięcia i CC. Lewatywy nie miałam i chyba nie obeszło się u mnie bez wydalenia z drugiej dziurki, ale wiecie co.... jakoś nie specjalnie ktoś na to zareagował, nawet mi to wisiało. Acha, bardzo pomagał mi krzyk podczas skurczów partych . Darłam się podobno najgłośniej w całym szpitalu, hehe ale o ile lepiej mi było.
Ja nic nowego nie dodam , polecam chodzenie i ruszanie biodrami na boki w pozycji stojącej, w skłonie pod kątem prostym... to mi jakoś pomagało. Oddechami się nie przejmować bo i tak położna mówi co i jak, a kobieta potrafi naturalnie dopasować oddychanie tak, aby było dobrze, oczywiście z pomocą położnej.
Nie wiem jak inne, ale rodziłam w Anglii i tam w sali poporodowej było ze mną jeszcze ok 6 babek. Były tylko parawany, ale jakoś mi to nie przeszkadzało, więc nie martwcie się, jak nie będzie akurat wolnej sali jedno czy dwuosobowej. Da się przeżyć i w 7 osób
