U
użytkownik 207953
Gość
Mój patron to długa historia z wieloma zakrętami i z wieloma zawirowaniami. Jakoś bardzo zle go nie wspominam, w niektórych rzeczach bardzo mi pomógł, w innych lepiej, żeby się nie wtrącał. Ogolnie lepiej mi bez niego, naprawdę. To co najlepiej wspominam z pracy to to, że wymieniałam z P. pierwsze wiadomości na sympatii, siedząc w niej. I poznałam świetne dziewczyny, które pracowały na sekretariacie. Do dziś jesteśmy in touch.Jezu ja to nie. Nie ogarniam tylko to co muszę ale w pracy dużo ode mnie wymagajączasem mysle, ze jestem prawnikiem, koordynatorem, analitykiem i strategiem. Jakbym wiedziała rok temu że tak to będzie wyglądać to nigdy w życiu bym się nie zgodziła na szefowanie. No way!
Ale sam mój patron który pracuje w kancelarii obsługującej spółkę w której pracuje mówi ze ta firma jest pojeba.na i ze wyciska wszystko i ze ciąża to dobry plan jak mam umowę
W ogóle uwielbiam swojego patrona.
@Moonstone tez miałaś spoko?
i teraz jestem naturalnie swobodniejsza we francuskim niż w angielskim, którego na co dzień nie używam - a było totalnie odwrotnie. Powinnam się nauczyć kiedyś niemieckiego, mieszkam kilka km od granicy (zarówno tu jak i w Polsce!). Próbowałam też włoskiego i w sumie dzięki francuskiemu i łacinie wydawał mi się prosty, ale przez pracę opuszczałam sporo zajęć na kursie... a potem poszłam na salsę 