Mam sporo koleżanek po kilku porodach, znam mężów i żaden nie żałuje. Więcej - jeden mój kolega z liceum z fascynacją wręcz opowiadał mi na spotkaniu o porodach jego żony i jak miał okazję sam przyjąć młodszą córkę (w sensie w szpitalu ale na jego ręce). To są udane związki i na pewno niczego im nie brakuje. My też obie córki urdzilismy razem i mój niemąż nie wyobraża sobie teraz być w tej ważnej chwili oddzielnie. Sex jest super, po każdym porodzie lepszy. Ledwo wutrzymywaliśmy do końca połogu - po 1 porodzie rozpoczęliśmy współżycie po 4 tyg, po drugim po 6 tyg bo nacięcie było spore i dość długo bolało. Także jak widać udział w porodach nie miał wpływu na podejście mojego M do mnie jako kobiety. Z resztą przecież mąż nie musi Cię za rękę trzymać jak będziesz kupę po lewatywie robić [emoji6] plus w ostateczności umówcie się, że jakby poczuł się niepewnie to na finał wyjdzie i tyle. A w 1 okresie porodu przyda ci się pomoc. Wtedy najgorsze czego Twój mąż może doświadczyć to ze np będziesz wymiotować - niektóre kobiety tak mają jak się rozwierają.