Gorączki nie mam, od razu jak tu trafiłam mi zbili. Mam duszności, kaszel, cały czas jestem pod tlenem. Przychodzi do mnie rehabilitantka od oddychania i próbuję wziąć głębiej powietrze (cały czas na tlenie) i kilka razy mi się zemdlało. Jeszcze 3tyg temu robiłam treningi interwałowe i obwodowe a teraz samo oddychanie jest za trudne. Do łazienki chodzę sama ale, żeby tam iść muszę się odpiąć na chwilkę od tlenu, w łazience są przyciski do wzywania pomocy, jak wracam to potem godzinę dochodzę do siebie pod tlenem, bo na tych wyprawach do łazienki saturacja spada mi do 80%. Mam nadzieję, że dziecko to wszystko przetrwa, dostaję duphaston i zastrzyki z heparyny.